18 czerwca 2018, imieniny obchodzą: Marek, Elżbieta, Paula,

17°
Bielsko-Biała
03.01.2018
  • Wilgotność: 0%
  • Wiatr: 0km/h

jutro: pojutrze: 
artykul,czechowiccy_policjanci_nie_bilismy,60950.htmlczechowiccy_policjanci_nie_bilismy

Wydarzenia

2017-12-27 10:41 (Komentarze: 35)      

Czechowiccy policjanci: Nie biliśmy!


Aż czworo policjantów (trzech mężczyzn i kobieta) z czechowickiego komisariatu zostało wydalonych ze służby przez komendanta wojewódzkiego, który uznał, że nie dopełnili obowiązków. Zatrzymany przez nich pijany mężczyzna poskarżył się w prokuraturze na rany, z których część... sam sobie zadał.

Tłukł się sam?

To miała być interwencja jakich wiele, ale zakończyła się prawdziwym trzęsieniem ziemi. Do zdarzenia doszło 18 kwietnia. „Beskidzka24” dowiedziała się, jak przebieg wydarzeń wyglądał z perspektywy ukaranych później policjantów. Otóż wieczorem zostali wezwani do sklepu w północnej części Czechowic-Dziedzic, gdzie ochrona ujęła sprawcę kradzieży sklepowej. Dwaj policjanci z patrolu prewencji pierwszy raz zetknęli się z tym niespełna 30-letnim, dobrze zbudowanym, mieszkańcem Bielska-Białej. Dostali wiadomość, że ukradł piwo i mentosy. Był pijany. Zaczął się zachowywać agresywnie. Umieszczono go w radiowozie, a on zaczął uderzać głową o szybę. Gdy policjanci chcieli go uspokoić, zaczął się miotać i jednego z funkcjonariuszy kopnął w rękę, powodując pęknięcie kości nadgarstka. Miał grozić i znieważać policjantów, straszyć, że ucierpi na tym ich rodzina, a oni sami wylecą z pracy. Po przewiezieniu do miejscowego komisariatu raz był spokojny, raz wybuchał. Był wtedy pod opieką czworga policjantów. Leżał skuty na podłodze i uderzał o nią głową. Według mundurowych, trudno było temu zapobiec, bo można mu było tylko założyć specjalny kask, którego nie było. Zaczęto go jednak przytrzymywać, by nie zrobił sobie jeszcze większej krzywdy. Dyżurny, na prośbę policjantów, wezwał pogotowie, bo zatrzymany miał rozciętą brodę. Jednocześnie udzielono mu pierwszej pomocy.

Ostatecznie załoga pogotowia miała odmówić przewiezienia do szpitala agresywnego pacjenta. Na pogotowie po skierowanie, a następnie do szpitala udał się z nim... ranny funkcjonariusz. W Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej zaszyto brodę zatrzymanego i usztywniono rękę policjanta. Zatrzymany został potem przewieziony do innego szpitala na badania neurologiczne, a ostatecznie wylądował na noc w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych bielskiej policji.

Po wyjściu z celi mężczyzna skierował kroki do pszczyńskiej prokuratury. Jak się później okazało, miał na ciele nie tylko rany spowodowane przez siebie samego. Na pośladkach miał ślady po uderzeniach tępym przedmiotem, którym mogła być na przykład pałka. Interweniujący policjanci zapewniają, że nie bili zatrzymanego i podejrzewają, że tych urazów, których daty powstania nie określono, mógł się nabawić albo wcześniej albo później. Wskazują, że do dzisiaj nie usłyszeli żadnych prokuratorskich zarzutów z tego tytułu. Powołują się na nagrania z monitoringu terenu przed komisariatem, które ma dowodzić, że mężczyzna poruszał się na własnych nogach bez żadnych problemów.

Prokuratura jednocześnie prowadzi śledztwo w sprawie wybryków zatrzymanego mężczyzny - ranienia policjanta, kierowania gróźb karalnych i naruszenia nietykalności funkcjonariuszy.

Skazani na banicję

Z informacji do których dotarła „beskidzka24” wynika, że w Komendzie Wojewódzkiej sprawę awantury w Czechowicach-Dziedzicach zgłosił komendant miejski policji w Bielsku-Białej. Natomiast komendant czechowickiego komisariatu po całym zamieszaniu pożegnał się ze stanowiskiem. Oficjalnie było to zwykłe przejście na emeryturę.

Choć prokuratorskie śledztwa się nie zakończyły, to „wyrok” w sprawie afery wydał komendant wojewódzki. Policjanci zostali zwolnieni. - Wobec 4 funkcjonariuszy policji z KP w Czechowicach-Dziedzicach prowadzone były w KWP w Katowicach (w związku z ich przejęciem przez wyższego przełożonego dyscyplinarnego - komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach) postępowania dyscyplinarne. Wszystkie postępowania dotyczyły tego samego zdarzenia z 18 kwietnia 2017 roku w KP w Czechowicach-Dziedzicach, w ramach którego ww. policjanci mieli sprawować nadzór nad osobą zatrzymaną, u której w tym czasie powstały obrażenia ciała. Po przeprowadzeniu postępowania dyscyplinarnego KWP w Katowicach na mocy orzeczeń z 9 października 2017 roku orzekł wobec wymienionych policjantów karę dyscyplinarną wydalenia ze służby uznając, iż we wskazanym zakresie nie dopełnili ciążących na nich obowiązków. Na dzień dzisiejszy akta wszystkich 4 postępowań znajdują się w KGP gdzie zostały przesłane wraz z odwołaniami celem ich rozpatrzenia - informuje Aleksandra Nowara, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji. - Postępowanie dyscyplinarne co do zasady jest postępowaniem niezależnym od innych postępowań, w tym karnych. Ponadto, w myśl art. 132 ust. 4 Ustawy o policji, czyn policjanta stanowiący przewinienie dyscyplinarne podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej niezależnie od odpowiedzialności karnej. Tym samym, brak w tej sprawie zarzutów karnych nie stanowi przeszkody dla dokonania niezależnej oceny zdarzenia i zachowania funkcjonariuszy policji przez przełożonego dyscyplinarnego w kontekście odpowiedzialności dyscyplinarnej, na podstawie przepisów ustawy o policji - objaśnia rzecznik. - Jednocześnie należy zauważyć, iż wydanie orzeczenia przez KWP w Katowicach zakończyło postępowania dyscyplinarne na etapie pierwszej instancji. Z uwagi na nierozstrzygnięcie kwestii wniesionych odwołań przez KGP, postępowanie nie jest na chwilę obecną prawomocnie zakończone, a tym samym nie istnieje przesłanka do sporządzenia rozkazów o zwolnieniu policjantów ze służby - dodaje.

Wsparcie dla policjantów

Choć Komenda Miejska Policji w Bielsku-Białej nie udziela żadnych informacji w sprawie wydalenia policjantów, to na przedstawienie swej prywatnej opinii zdecydował się Adam Musiał, kierownik ogniwa patrolowego w czechowickim komisariacie, bezpośredni przełożony czworga funkcjonariuszy. - W mojej ocenie wszyscy mieli bardzo wysokie kompetencje do służby w policji. Nigdy nie byli karani dyscyplinarnie. Jeden z policjantów niedawno otrzymał nagrodę ministra spraw wewnętrznych za całość swojej pracy. Uratował życie dziewczynki zaginionej w lesie. Złego słowa nie dam powiedzieć na tych policjantów - mówi kierownik. - Mnie nie było podczas tego zdarzenia. Jednak uważam, że najpierw trzeba udowodnić winę, a dopiero później karać. Nie może być tak, że się zwalnia ludzi, bo ktoś coś powiedział. A tu zwolniono ludzi za nieudowodnioną winę. To mi się nie podoba w policji - stwierdza Adam Musiał.

Murem za czechowickimi policjantami stanęli ponadto samorządowcy, parlamentarzyści i związki zawodowe. Jako pierwszy interweniował senator PiS Andrzej Kamiński. - Szereg przedstawionych przez policjantów okoliczności faktycznych związanych z zatrzymaniem, jak również poprzedzających to zatrzymanie, oraz okoliczności, jakie nastąpiły w okresie późniejszym sprawia, iż w wątpliwość należy podać ustalenia faktyczne poczynione dotychczas przez organ postępowania, sposób oceny przeprowadzonych w tej sprawie dowodów, a także sposób procedowania - niemający w ocenie obwinionych nic wspólnego z pojęciem obiektywnego i bezstronnego postępowania prowadzonego z poszanowaniem zasady domniemania niewinności i prawa do obrony. Analiza przedstawionych mojej osobie dokumentów nakazuje postawić pytanie, czy podstawą zwolnienia ze służby wieloletnich polskich funkcjonariuszy policji, dotychczas o nieposzlakowanej opinii, którzy działając dla dobra służby i bezpieczeństwa społeczeństwa, dokonują zatrzymania obywatela, który jest niebezpieczny dla otoczenia, samego siebie, jak również zatrzymujących go funkcjonariuszy, może być domniemana wina? - pyta senator komendanta głównego policji. - Znamiennym jest, iż z zebranego materiału dowodowego nie można dokładnie określić, kiedy i w jakich okolicznościach u zatrzymanego powstały obrażenia, które są powodem próby wydalenia ze służby funkcjonariuszy. Nie można także z całą pewnością określić przyczyn ich powstania. W zebranym materiale wskazano jako przyczynę ich powstania tępe narzędzie - kij lub pałkę służbową. Trzeba tu jednak podnieść, iż zatrzymany to osoba, która ma problemy z prawem, uczestnik wielu bójek, osoba ze skłonnościami do samookaleczania się, wielokrotnie zatrzymywana zarówno przed zdarzeniem jak i po nim. Powyższe implikuje wniosek o konieczności podejścia do składanych przez niego zeznań z odpowiednią, wzmożoną wręcz, dozą krytycyzmu, tym bardziej iż był w chwili zatrzymania zamroczony alkoholem i który sam przyznał, że nie wszystkie fakty pamięta i nie kojarzy całego przebiegu zatrzymania - wskazuje senator Kamiński. I apeluje do komendanta głównego, który uprzednio był szefem śląskiej policji, o osobiste zainteresowanie się sprawą oraz rzetelne przeanalizowanie podstawy prawnej i zasadności wydalenia ze służby funkcjonariuszy. - Ewentualne zwolnienie ze służby winno bowiem nastąpić jedynie w oparciu o niepodważalną i udowodnioną w sposób bezsprzeczny winę policjantów, której na obecnym etapie postępowania, w mojej ocenie, nie dowiedziono - puentuje.

- Jesteśmy przejęci i zaniepokojeni tą sytuacją. Docierają do nas liczne informacje od mieszkańców, którzy tych funkcjonariuszy znają z jak najlepszej strony. Nigdy nikt na nich skargi nie złożył. To nasi mieszkańcy, porządni ludzie i dobrzy policjanci. Ponieśli konsekwencje interwencji wobec kogoś, kto jest na przeciwnym biegunie. Pracowali, by zapewnić bezpieczeństwo naszym mieszkańcom, a zostali w taki sposób potraktowani. Mamy nadzieję, że decyzja w ich sprawie zostanie przeanalizowana, a w konsekwencji zmieniona - komentuje Maciej Kołoczek, zastępca burmistrza miasta. - W policji są wakaty, a zwalnia się doświadczonych funkcjonariuszy. Jak w świetle tego, co ich spotkało, mają do pracy podchodzić ich koledzy? Przecież policjant musi użyć środków przymusu, aby obezwładnić agresora. W tym przypadku funkcjonariusz, któremu złamano rękę został zwolniony... - dodaje.

O dobre imię

Zwolnieni policjanci próbują teraz walczyć o dobre imię i powrót do pracy. Nie kryją rozgoryczenia i poczucia niesprawiedliwości. Dziękują za wsparcie w trudnym dla nich czasie senatorowi, władzom Czechowic-Dziedzic i NSZZ Policjantów Województwa Śląskiego.

W środowisku bielskich policjantów panuje przekonanie, że zwolnieni to ofiary nagonki na funkcjonariuszy za głośne przypadki przekroczenia uprawnień, do których dochodziło w kraju. Uważają, że czechowiccy mundurowi nijak się nie wpisują w obraz policjantów łamiących prawo, a decyzja w ich sprawie jest bardziej polityczna niż merytoryczna. Mówią, że boją się teraz interweniować podczas kolejnych wyczynów krewkiego bielszczanina. I że interwencje z nim związane, na przykład przewożenie go do izby wytrzeźwień, pieczołowicie nagrywają, bo ten w dalszym ciągu przejawia zachowania autodestrukcyjne, i nie chcą ponieść tego konsekwencji.

mk

Powiaty: Bielsko-Biała

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
9-3=*

Ryder, 2018-01-11 godz. 08:49
@dzielnicowy chochoł.Nie martw się ,o tej władzy myśli jak ty ponad 90 % policjantów.Jak to mówi Kazimierz Kutz : "jak będziemy działać wspólnie,to nas nikt nie c@ulnie ".
dzielnicowy chochoł, 2018-01-10 godz. 00:51
Postawcie się tak jak lekarze. Albo służymy państwu, albo prywatnym rozgrywkom politycznym. Jednego szalonego już wypieprzyli. Teraz naczelny myśli jak z męczennic wybrnąć. Sprawa nie jest prosta, bo za daleko zaszła. Ciemną masę uświadomili w pewnych teoriach i teraz delikatnie trzeba to wybielić. Dalej nie piszę, bo mnie zamkną. Jeśli się jutro nie odezwę to pa pa.
Mondo Cane, 2018-01-09 godz. 20:24
Funkcjonariusze ze śląska od czerwca ubiegłego roku co miesiąc jeżdżą do Warszawy, by zabezpieczać miesięcznice Komenda Główna regularnie wysyłała do Katowic polecenie skierowania policjantów do pomocy Teraz funkcjonariusze postawili sprawę na ostrzu noża grożąc, że w dniu wyjazdu wezmą "L4" Przełożeni funkcjonariuszy na początku nie traktowali deklaracji poważnie, ale w piątek ogłosili, że kolejnego wyjazdu do stolicy nie będzie. - Wystraszyli się buntu - mówią mundurowi "Wyborczej". Śląscy policjanci są jednymi z najbardziej doświadczonych w kraju w zakresie zabezpieczania masowych imprez, w tym protestów czy demonstracji. Pracowali podczas wydarzeń takich jak szczyt NATO czy wizyta Donalda Trumpa. Od połowy ubiegłego roku, 10. dnia każdego miesiąca, musieli jeździć do stolicy. Jak podkreślali, w efekcie tego że komenda stołeczna nie potrafi zabezpieczyć rocznic smoleńskich, tracili trzy dni na wyjazdy. – Za każdym razem wyjeżdżamy z Katowic dzień przed miesięcznicą, śpimy w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, potem cały dzień spędzamy na ulicach Warszawy i dopiero następnego dnia wracamy na Śląsk. To oznacza, że za każdym razem na trzy dni wypadamy ze służby patrolowej w miastach aglomeracji katowickiej – podkreślali mundurowi w rozmowie z "Wyborczą". Jak podaje portal, na czerwcową miesięcznicę wysłano 97 policjantów z Katowic. Do stolicy pojechali 14 furgonetkami. Na Śląsk wrócili zniesmaczeni, bo podczas tej miesięcznicy dowódcy operacji wydali rozkaz zatrzymywania spokojnie siedzących na ulicy uczestników kontrmanifestacji zorganizowanej przez Obywateli RP. Wśród zatrzymanych był m.in. Władysław Frasyniuk. – Czuliśmy się jak zomowcy w czasie stanu wojennego, ludzie spoglądali na nas ze współczuciem lub nienawiścią – mówili policjanci. Poskutkowała groźba pójścia na zwolnienia lekarskie. Gdyby tylko część funkcjonariuszy wzięła "L4", policyjne oddziały straciłyby możliwość skutecznego działania. Zapotrzebowanie co miesiąc Rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach podinsp. Aleksandra Nowara poinformowała, że rezygnacja z pomocy śląskiej policji w zabezpieczeniu miesiącznicy w Warszawie wynika z tego, że Komenda Główna nie zgłosiła tym razem takiej konieczności. – Tym razem nie dostaliśmy polecenia, aby skierować tam naszych funkcjonariuszy – wyjaśnia podinspektor Aleksandra Nowara, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.
z boku, 2018-01-06 godz. 21:31
@ambiwalentny. No , jak może być inaczej z prawem,jak banda durni ,chyba dla hecy nazwała się Prawem i Sprawiedliwością.
ambiwalentny, 2018-01-06 godz. 19:34
Zastanawiam się co by się działo, gdyby delikwent w czasie zatrzymania złamał rękę policjantowi w USA?A tak na marginesie, skoro w tym kraju nawet policji nie wolno powstrzymywać pijanych i agresywnych, to nie należy liczyć, że będą to robić zwykli ludzie.I proszę nie nazywać tego znieczulicą.Taki jest po prostu polski stosunek do prawa i bezprawia.
Maria, 2018-01-06 godz. 11:47
Mówiąc prawdę kto idzie robić do milicji a teraz policji to widać ,aby wykonywać głupie polecenia i pilnowanie jednego małego karła w 1000 niby policjantów a jak czekasz na interwencje to 1 godz. aby się wszystko rozeszło i nie było roboty.
Mondo Cane, 2018-01-04 godz. 12:40
CHŁOPCY DOJNEJ ZMIANY BŁASZCZAKA SIĘ BAWIĄ : Nocny rajd komendanta wrocławskiej policji. Pod wpływem, bez butów i z rozbitą głową. Komendant Miejski Policji we Wrocławiu Zbigniew Raczak trafił dziś w nocy do szpitala przy u. Borowskiej. Wcześniej prawdopodobnie pod wpływem alkoholu, bez butów i z rozbitą głową pod sklepem Lidl znaleźli go funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei. Sprawę zbada specjalny zespół kontrolny wysłany przez Komendanta Głównego Policji. Raczak jest komendantem od czerwca ub. roku. Trafił do Wrocławia z Ostrowa .
wiedzacy, 2018-01-03 godz. 16:19
ali ale z ciebie jest głąb do potęgi komisariaty byly likwidowane w zanim Peło doszlodo wladzy
wyborca, 2018-01-01 godz. 17:17
za chwile to policjanci nie beda podejmowac interwencji bo bandzior ich oskarzy o pobicie i wtedy dopiero bedzie lament
pat, 2018-01-01 godz. 12:20
róbcie tak dalej to do policji będą przyjmować samych bandziorów a porzadnych ludzi sie niszczy powodzenia tęgie policyjne głowy



OK, zamknij