22 września 2017, imieniny obchodzą: Tomasz, Maurycy, Joachim, Milana

12°
Bielsko-Biała
22.09.2017
  • Wilgotność: 96%
  • Wiatr:zach 1km/h

jutro: 11°pojutrze: 16°
artykul,dom_pod_specjalnym_nadzorem,21102.htmldom_pod_specjalnym_nadzorem

Wydarzenia

2014-05-06 19:27 (Komentarze: 0)      

Dom pod specjalnym nadzorem


Kilka lat temu najstarszej drewnianej chacie w Tomicach groziło, że zostanie zburzona, by zwolnić miejsce pod budowę nowego domu. Choć ryzyko takiego zakończenia jej dziejów wydawało się ogromne, przetrwała dzięki dwójce miłośników sztuki i tradycji. A może – jak oni sami twierdzą – ocaliła ją niezwykła moc obrazu, odnalezionego na strychu chałupy...

Ona jest artystką, on pedagogiem i animatorem kultury, a obecnie również... rolnikiem. Choć mieszkali w odległych od siebie częściach Polski, ich artystyczne pasje sprawiły, że nie mogli się rozminąć. Mieli wspólnych znajomych, brali udział w tych samych przedsięwzięciach. Jednak połączyły ich nie tylko wspólne zainteresowania, ale również uczucie. Dla Miry Sabatowicz Jacek Pacek zdecydował się na przeprowadzkę do Krakowa, by dzielić z nią wszystkie radości i smutki dnia codziennego. Nie żałował tej decyzji, lecz męczyło go życie w bloku. – Stanowczo powiedział, że nie wytrzyma w nim długo, bo przez całe życie mieszkał w domach – ze śmiechem wspomina artystka.

Razem zaczęli szukać miejsca, w którym ich szczęście mogłoby rozkwitać bez przeszkód. W ten sposób trafili do Woźnik, gdzie Jacka zachwycił zaproponowany im przez pośredniczkę obrotu nieruchomościami domek. – Nie byłam przekonana do lokalizacji, bo wydawało mi się, że to za daleko od Krakowa, gdzie pracowałam. Ale nic innego nie wpadło nam w oko, więc postanowiliśmy tam zostać – mówi Mira. Szybko przekonała się do życia na wsi, a nawet zaczęła myśleć o realizacji swego odwiecznego marzenia – założeniu własnej galerii sztuki, którą oczyma wyobraźni widziała w starym budynku z modrzewiowych bali. To, co w Krakowie wydawało się absurdalnym kaprysem, w tomickiej gminie zaczęło nabierać realnych kształtów. Zwłaszcza wtedy, gdy Mira dowiedziała się o wystawionej na sprzedaż drewnianej chałupie z 1866 roku, znajdującej się w samym centrum Tomic.

Dom natychmiast ją oczarował. Nie miało znaczenia, że ściany pokryte były odpadającymi tynkami i zwisającymi strzępami tapet, a gdy Mira weszła do środka, zbutwiała podłoga zapadła się pod jej ciężarem... Kobietę wręcz opętała myśl o zakupieniu chaty i przywróceniu jej dawnego blasku, jednak nie było wcale pewne, czy właściciele zechcą ją spieniężyć. Trzynastka spadkobierców chałupy, mimo iż miała zamiar się jej pozbyć, dotychczas nie umiała się porozumieć się w sprawie warunków sprzedaży. Dlatego, choć nie brakowało osób zainteresowanych nabyciem domu, każda z nich musiała obejść się smakiem. Gdy Mira dowiedziała się, że jej oferta zakupu spotkała się z przychylnym odzewem wszystkich współwłaścicieli, była mile zaskoczona.

– Być może wynikało to z tego, że inni chcieli kupić ten dom tylko po to, by go zburzyć i zyskać atrakcyjne miejsce w centrum wsi. Tylko my zamierzaliśmy go ratować. Mamy taką swoją teorię, że chata jest chroniona przez moc obrazu, który znaleźliśmy podczas remontu i który teraz uważamy za cudowny. Może to on nie dopuścił do jej unicestwienia – opowiada Mira. W 1896 roku ówczesny właściciel chaty udał się na pielgrzymkę do Kalisza, zorganizowaną w stulecie koronacji kaliskiego obrazu Świętej Rodziny. Do domu wrócił z kupionym i poświęconym tam dyptykiem, czyli dziełem złożonym z dwu połączonych zawiasami tabliczek, składanych na podobieństwo księgi. Na jednym z jego skrzydeł znajduje się kopia cudownego wizerunku Świętej Rodziny z Kalisza, na drugim przedstawione jest ukrzyżowanie Chrystusa.

– Dla tego gospodarza pielgrzymka i udział w wielkiej uroczystości religijnej były ogromnym duchowym przeżyciem. Dokonał w Kaliszu zawierzenia swego domu i jego mieszkańców pod opiekę Świętej Rodziny, a przyniesioną stamtąd replikę cudownego obrazu z największą czcią umieścił koło komina, tak jak wówczas składało się wszelkie intencje do Boga. Bowiem jeszcze z czasów pogańskich do dziewiętnastego wieku zachowało się przekonanie, że komin jest elementem łączącym energię Ziemi z Niebem – wyjaśnia Jacek. Właśnie tam, na strychu obok komina, robotnicy pracujący przy renowacji chaty znaleźli zamknięty dyptyk i nie wiedząc, co to jest, rzucili go na stos śmieci przeznaczonych do wywiezienia. Wtedy jego skrzydła nieco się rozwarły i ukazały fragment skrytych wewnątrz malowideł. – Gdy od sąsiadów i właścicieli domu poznaliśmy część jego historii, doszliśmy do wniosku, że ten obraz rzeczywiście w jakiś sposób działa. Dowiedzieliśmy się na przykład, iż w czasie drugiej Wojny Światowej nikt z domowników nie zginął, choć żyły tu wówczas dwie liczne rodziny – podkreśla Mira.

Chociaż w chwili zakupu chata wyglądała fatalnie, po zeskrobaniu warstw tynku i farb okazało się, że ściany z potężnych drewnianych bali uszczelnionych mchem zachowały się w doskonałym stanie. Przetrwała również oryginalna, dziewiętnastowieczna ceglana posadzka w przedsionku. We wszystkich pozostałych pomieszczeniach podłogi trzeba było wykonać od nowa. – Wymieniliśmy też pokrycie dachu. Brzydkie, betonowe dachówki zastąpiliśmy ceramicznymi. Żeby nie raziły nowością, kupowaliśmy wyłącznie używane, z pięciu różnych miejsc – między innymi ze starej chałupy, z przystanku autobusowego, z kościółka. Nie za bardzo do siebie pasowały, bo miały różne zaczepy, ale jakoś udało się je połączyć – opowiada Mira.

Zanim remont został zakończony, para zaczęła skupiać wokół przyszłej galerii twórców z gminy Tomice i najbliższych jej okolic. – Na początku niczym mnisi buddyjscy, z żebraczymi mieszkami uwiązanymi do pasa, pielgrzymowaliśmy po wszystkich tutejszych artystach – żartuje Jacek. Faktycznie jednak razem z Mirą odwiedzał malarzy i rzeźbiarzy bezpośrednio w domach, oferując im miejsce, gdzie mogą się spotykać i prezentować swoje dzieła. Okazało się, że w ten sposób parze udało się zapełnić ogromną lukę w lokalnym życiu artystycznym. Zjazdy twórców w galerii rozpoczęły się na początku 2009 roku, pomimo iż zima była sroga, a chata nie miała jeszcze ogrzewania. Te drobne niedogodności nikogo nie zrażały. Artyści woleli siedzieć w kurtkach i rozgrzewać się gorącą herbatą niż zrezygnować z choć jednego spotkania. – Gdybyśmy teraz zaprzestali ich organizowania, to chyba zostalibyśmy zlinczowani – śmieje się Jacek.

Za patrona galerii para obrała rzeźbiarza i malarza pochodzącego z Tomic – Wincentego Bałysa, rozstrzelanego przez hitlerowców na początku II Wojny Światowej. „Bałysówka” – bo tak brzmi jej nazwa – z powodzeniem działa już od pięciu lat. Co roku pierwszego maja odbywa się w niej wernisaż nowej wystawy, którą potem można oglądać przez następne dwanaście miesięcy. W jej wnętrzach spotykają się nie tylko artyści, ale także miłośnicy sztuki. Galeria przyciąga też dzieci – jedne przychodzą tam na warsztaty garncarsko-ceramiczne, inne po to, by dokładnie zbadać niezwykłe ściany przetykane mchem albo pobawić się z jej... czworonożnymi lokatorami. W „Bałysówce” znalazły bowiem schronienie skrzywdzone przez ludzi, porzucone zwierzęta – kotka Bibi i suczka Beni. Opiekuje się nimi Stefania Solarz, mama Miry, która również mieszka w budynku galerii, a pod nieobecność córki i Jacka oprowadza gości po ekspozycjach. Każdy, kto choć raz tam zajrzy, z pewnością za jakiś czas wróci, gdyż trudno się oprzeć niezwykłej, niemal magicznej aurze tego miejsca... 

Edyta Łepkowska

Powiaty: Sucha Beskidzka, Wadowice

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
8-7=*

OK, zamknij