23 stycznia 2017, imieniny obchodzą: Ildefons, Rajmund, Jan, Fernandy

-6°
Bielsko-Biała
23.01.2017
  • Wilgotność: 80%
  • Wiatr:poł 4km/h

jutro: -4°-6°pojutrze: -1°-6°
artykul,glupi_i_glupszy_z_podbeskidzia,51471.htmlglupi_i_glupszy_z_podbeskidzia

Wydarzenia

2017-01-06 22:26 (Komentarze: 3)      

Głupi i głupszy z Podbeskidzia


Z pewnością budziliby grozę, gdyby nie to, że ich „występy” mogą wywołać salwy śmiechu, a przynajmniej uśmiech politowania. W „pudle” z pewnością nie mają się czym chwalić. Oto coroczna galeria straceńców, którym wprawdzie poskąpiono rozumu, ale nie naturalnego talentu komediowego.

Lepkie ręce

Szczególnie wdzięcznym tematem do żartów są wyczyny wszelkiej maści złodziejaszków. Chciwość popycha ich bowiem do podejmowania najbardziej szalonych i osobliwych przedsięwzięć.

Już 20 stycznia prawdziwy popis dał 29-letni mieszkaniec Żywiecczyzny. Ze sklepu zwinął spory telewizor i czmychnął w... leśne ostępy. Policjanci ganiali go w górskim terenie nie bez wysiłku, ale złodziejaszek miał jeszcze trudniej, bo taszczył przecież „plazmę”. W nagrodę to jego potaszczono. Do aresztu.

Jeden łupieżca jest gotów przebyć nawet góry, a inny „na robocie” potrafi... uciąć komara. Tak było w przypadku 38-latka, który w kwietniu włamał się do domku letniskowego przy ulicy Karpackiej w Bielsku-Białej. Spodobała mu się kurtka, którą skwapliwie założył, bo było mu zimno. Ale jednocześnie zrobiło mu się tak błogo, że postanowił odpocząć na wersalce. Zmęczył się też... zmęczeniem flaszki, bo późniejsze badanie alkomatem wykazało ponad dwa promile. Mężczyzna spał tak twardo, że dobudzili go dopiero policjanci, zaalarmowani przez czujnego sąsiada.

Przesadna miłość do słodyczy może wpędzić w otyłość, ale tego jegomościa wpędziła w innego rodzaju kłopoty. W połowie maja 27-latek wybrał się do sklepu przy ulicy Żywieckiej w Bielsku-Białej i zgarnął z półki karton czekoladek o wartości 140 złotych. Nie miał jednak dobrego wyczucia, bo akurat w sklepie przed ekranem monitoringu stał policjant, który chciał przejrzeć obraz z innej kradzieży. Ujął rabusia i wlepił mu 500-złotowy mandat. Były to więc najdroższe czekoladki w życiu tego pasibrzucha, których na domiar złego nie zdążył nawet skosztować.W czerwcu w Jasienicy popisała się szajka młodzieńców z Czech. Trzej mężczyźni w wieku od 26 do 27 lat dostali zlecenie, by obrobić hurtownię z częściami do samochodów. Załadowali do swojego pojazdu między innymi radia i koła. Gdy skończyli, jeden z nich postanowił powiadomić bossa, że zaraz wyjeżdżają. Ale pomylił numer telefonu! I to jak! Zadzwonił bowiem do... właściciela hurtowni! Ten zaniepokoił się, że ktoś mówi do niego po czesku o jego firmie i postanowił pojechać na miejsce. Zauważył odjeżdżających oplem vectrą zbirów i pognał za nimi, jednocześnie powiadamiając policjantów. W Ogrodzonej Czechów dopadli funkcjonariusze cieszyńskiej drogówki.

Gdzie czają się potwory? Nawet dziecko wie, że pod łóżkiem. I wiedziała to 82-letnia bielszczanka, mieszkająca w kamienicy przy ulicy Krasińskiego. W nocy z 28 na 29 lipca zaniepokoiła się hałasem, weszła do jednego z pokojów i odkryła pod swoim łóżkiem młodzieńca. Pogoniła go tak, że uciekł skąd przyszedł, czyli... oknem. A było to drugie piętro! Zaalarmowani policjanci szybko zatrzymali człowieka-pająka, który tej samej nocy włamał się do dwóch innych miejsc.

Zdziwił się właściciel dostawczego renaulta, który rankiem 4 sierpnia chciał pojechać do pracy. Spod samochodu, zaparkowanego przy ulicy Spółdzielców w Bielsku-Białej, wystawały... czyjeś nogi. A konkretnie nogi 28-latka, który w najlepsze wycinał katalizator, by go później sprzedać do skupu. Narobił strat na tysiąc złotych. Spod auta trafił na (a może pod) aresztancką pryczę.

Z takim „szczęściem” ten 35-latek o lepkich rączkach powinien grać w totka, zamiast okradać ludzi. Pod koniec lipca mieszkaniec Oświęcimia włamał się do domu mieszkanki Komorowic, która akurat była w kościele. Zwinął biżuterię wartą 10 tysięcy złotych, a ponadto gotówkę. Później próbował upchnąć błyskotki, chodząc od sklepu do sklepu. Zawitał między innymi do sklepu przy ulicy Staszica i zagadnął ekspedientkę. Ta o mało nie padła z wrażenia, gdy mężczyzna zachwalał zakup... jej własnej biżuterii. Zdołała się jednak opanować, powiedziała, że jest zainteresowana kupnem, ale po odbiór towaru wysłała... policjantów.

Na wymachującego bronią szalonego recydywistę nie zawsze trzeba armii policjantów. 17 listopada 35-letni zawodowy bandzior, który nie wrócił z więziennej przepustki, napadł na czechowicki salon jubilerski. Wycelował w ekspedientkę pukawką i zażądał pieniędzy. A kobieta... czmychnęła z salonu i zamknęła w nim rzezimieszka za stalową kratą. Zbir tak się załamał, że groził nawet samobójstwem. Po dwóch godzinach się poddał i trafił tam, gdzie jego miejsce.

Nie popisał się też 27-letni rabuś, który wczesnym rankiem 5 grudnia ukradł dostawczego volkswagena, stojącego przy ulicy Kierowej w Bielsku-Białej. Choć nie popisał się i jego właściciel, który zostawił samochód na chodzie i poszedł na chwilę do domu. 27-latek wskoczył do kabiny i odjechał. Towar z busa przeniósł do swojej piwnicy. Jednak jeszcze tego samego dnia zwrócił na siebie uwagę policji, bo na Złotych Łanach skradzionym dostawczakiem przydzwonił w ścianę budynku.

A po głębszym...

Nic tak jak alkohol nie potrafi wyzwolić drzemiącej w ludziach iście ułańskiej fantazji. Wielu osobom po kilku głębszych wydaje się, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Bywa że sami później nie wierzą, iż mogli aż tak nawywijać.

Niemal wszystkim bielszczanom podobają się ozdoby świąteczne, które przed świętami zdobią place i ulice. 46- i 49-latkowi podobały się szczególnie. Pod koniec stycznia spili się jak świnie i - jak małpy - zaczęli wspinać się na uliczne latarnie, by ściągać świecidełka. Robili to pod okiem kamery miejskiego monitoringu, więc nie dziwota, że zaraz zostali sprowadzeni na ziemię. Narobili jednak strat na prawie osiem tysięcy złotych!

Za grosz zdrowego rozsądku nie wykazał pewien 20-latek. 8 marca w nocy na bielskim rynku policjanci legitymowali jego kolegę, który awanturował się w knajpie. A on zgrywał chojraka i - nie przebierając w słowach - żądał od policjantów wydania kompana od kieliszka. Miał też gest, bo po chwili chciał wykupić go za czterysta złotych łapówki. Policjanci tylko kręcili głowami, więc stwierdził, że są pazerni i da im tysiaka. Oni za to bogatemu chłopcu dali lekcję prawa karnego. Za darmo opowiedzieli o tym, że za próbę przekupstwa policjantów grozi nawet dziesięć lat więzienia.

Bezmyślne wybryki to nie tylko domena młodzieży, co 13 kwietnia udowodnił 58-letni mieszkaniec Żywiecczyzny. Sąsiad słusznie podkablował go, że ten pali w ogrodzie śmieci. Mundurowi wlepili podpitemu trucicielowi mandat. Minęło ledwie kilkanaście minut, a patrolujący okolicę ci sami policjanci napotkali owego 58-latka. Jechał rowerem, choć był pijany. Wydmuchał ponad dwa promile. To jeszcze nie był koniec wojaży niezmordowanego jegomościa. Dotarł on bowiem do domu tylko po to, by... przesiąść się na motorower. A był jeszcze bardziej pijany, bo gdy go po raz trzeci spotkali policjanci, miał już 2,5 promila. Mundurowi powiedzieli „basta” i zaproponowali 58-latkowi przejażdżkę do izby wytrzeźwień, a następnie do prokuratora.Nie wiadomo co - prócz alkoholu - siedziało w głowie 28-latka, który 28 maja w Złatnej porwał specjalistyczny pojazd do zrywki drewna. I zaczął nim jeździć po wsi! Jako że miał trzy promile, ledwo widział drogę. Nieco ochłody i orzeźwienia przyniosło mu lądowania w potoku, do którego w końcu wjechał.

To była upojna noc w Szczyrku. 23 października policjanci odwozili właśnie do izby wytrzeźwień ofiarę jakiejś libacji. Jechali ulicą Beskidzką, gdy na drogę wtargnął pijany jak bela 27-latek. Miał aż trzy promile. Tylko refleks policjanta sprawił, że nie skończył pod kołami radiowozu. Bynajmniej się nie wystraszył, tylko zaczął... straszyć policjantów. Domagał się natychmiastowego odwiezienia do domu! Można go zrozumieć, bo do Zabrzega miał ładny kawał drogi. Ale na odmowę zareagował takim wybuchem agresji, że policjanci w końcu rzeczywiście musieli go podrzucić. Do aresztu.

Ułańską fantazją potrafią się wykazać nie tylko Polacy. 7 grudnia tuż po północy dwaj pijani Francuzi zniszczyli choinkę, którą kilkanaście godzin wcześniej postawiono na placu Chrobrego w Bielsku-Białej. Dwaj mężczyźni w wieku 27 i 33 lat chcieli sobie zrobić pamiątkowe zdjęcia. Żeby były jedyne w swoim rodzaju, postanowili się na choinkę... wdrapać. Skończyło się to uszkodzeniem stelażu. Francuzów zatrzymali strażnicy miejscy. Poddano ich badaniu alkomatem. Mieli po półtora promila.

Dla drugiej połówki

Miłość - odwzajemniona czy nie - popycha do najodważniejszych czynów. Czasem pechowych, a wręcz przestępczych.

42-latka z Buczkowic nie mogła się pogodzić z faktem, że 47-latek pogonił ją i do domu sprowadził inną kobietę. Do domu, który razem remontowali i w którym snuli plany na przyszłość. Jak on śmiał! W lutym zawiedziona kobieta postanowiła się więc rozliczyć ze swoim „ex”. Zamiast przesłać mu rachunek, postanowiła się zemścić. Powybijała szyby w znienawidzonym teraz domu. Spowodowała straty na 5 tysięcy złotych. Wybuch zazdrości przez mało romantycznych policjantów został potraktowany jako zniszczenie cudzego mienia, zagrożone karą pięciu lat więzienia.

Nie tylko kobiety nie są w stanie poradzić sobie z klasą po otrzymaniu kosza od partnera. Jeszcze bardziej żenujący pokaz dał 37-latek, który 5 maja na bielskich Złotych Łanach złożył wizytę 32-latce, która go pogoniła i po pijaku urządził jej kolejną awanturę. Co więcej, odebrał jej wcześniej podarowany... pierścionek zaręczynowy, wart osiemset złotych. Trafił za kraty, a później przed sąd.

Była od nich ładniejsza, więc postanowiły... obić jej twarz. W lipcu przy ulicy Relaksowej w Bielsku-Białej zazdrosne o chłopaka 26- i 25-latka napadły 22-latkę. Pijanym kobietom puściły wszelkie hamulce. Bez opamiętania okładały dziewczynę i brutalnie ją skopały. Trafiła do szpitala ze złamanym nosem i potłuczeniami na całym ciele. Co więcej, łobuziary groziły, że podobny los spotka jej koleżankę. Policjanci zatrzymali niecne niewiasty i zapewnili im nocleg w celi.

W tej samej części Bielska-Białej miesiąc później z miłości oszalał 56-latek. Schlał się i wyruszył na poszukiwania żony. Sądził, że będzie u pewnego amanta. Pomylił jednak mieszkania i... drewnianym kijem natłukł Bogu ducha winnemu lokatorowi.

Nie będzie miło wspominać tego wybuchu romantyzmu 16-latka. Pod koniec września podpity 22-latek niósł swoją wybrankę na rękach, a po chwili posadził na barierce mostu nad Białą w pobliżu bielskiej „Sfery”. Niestety, oboje z dużej wysokości wpadli do rzeki, poważnie się raniąc. Jak wstępnie ustalili policjanci, był to nieszczęśliwy wypadek.

Kierowca bombowca

Bezmyślny kierowca jest niczym zbir z pistoletem, a kierowca tira lub autobusu - niczym zbir z granatem. A na domiar złego drogowy zbir często jest wypity...

Prowadząc drogowego kolosa trzeba być szczególnie rozważnym. W lutym zapomniał o tym 29-latek jadący tirem. Na ulicy Cieszyńskiej w Jasienicy został zatrzymany przez policjantów, którzy zbadali go alkomatem. Mężczyzna miał aż półtora promila. Już w tym momencie napytał sobie biedy, ale postanowił iść na całość. Gdy funkcjonariusze odmówili przyjęcia 500 euro łapówki, zaczął ich wyzywać, groził im poderżnięciem gardła, a ich żonom i dzieciom takim torturom, że nie sposób tego powtórzyć. Wszystko to - wedle kodeksu - kwalifikowało się nawet do dziesięcioletniej odsiadki i - rzecz jasna - utraty prawa jazdy.

41-letni kierowca nie dał po sobie niczego poznać. 26 kwietnia w Jeleśni rozpoczął pracę o 8.00 i już zrobił dwa kursy do Bielska-Białej, wożąc autobusem pasażerów. Wpadł dopiero o 11.00 w Jeleśni, gdy policjanci prowadzili akcję, podczas której sprawdzali stan techniczny autobusów. Przy okazji sprawdzili też „stan techniczny” kierowcy. Okazało się, że kursował on z pasażerami, choć miał półtora promila! Stracił i prawko, i robotę.

Płeć piękna także potrafi zachować się brzydko. Pod koniec maja w nocy za kierownicę mazdy wsiadła pijana (ponad promil) 29-latka. Na ulicy I Armii Wojska Polskiego w Bielsku-Białej utraciła panowanie nad samochodem i wjechała w trzy zaparkowane pojazdy - fiata i dwa mercedesy. Nie zatrzymała się i kontynuowała jazdę. Dzięki pomocy świadków, policjanci zatrzymali ją na ulicy Sterniczej. Wyprosili ją z samochodu, a ta się wściekła, że ktoś śmie ją niepokoić. Zachowywała się jak szalona, wyzywając i szarpiąc policjantów. Jednego z nich... ugryzła w ramię! Niezmordowaną białogłowę trzeba więc było obezwładnić, założyć jej modernistyczne bransoletki i umieścić w osobliwym policyjnym hotelu. A potem wystawić słony rachunek za głupotę.Na niebezpieczeństwo pasażerów, w tym wypadku dzieci, mógł narazić kierowca autokaru z Żywca. 6 lipca rano przy alei Legionów 37-latek szykował się do wyjazdu z maluchami na Mazury. Dzień wcześniej jednak za kołnierz nie wylewał i alkohol nie zdążył wyparować. Policyjny alkomat wskazał stan po użyciu alkoholu (czyli poniżej pół promila). Wyjazd na kolonie więc się opóźnił. Ale w tym przypadku chyba nikt nie żałował.

4 sierpnia wieczorem postrach na bielskich drogach siał 40-letni kierowca golfa, ulubionej gabloty pijanych kierowców. Na Sterniczej staranował dwa zaparkowane tam samochody - volkswagena i fiata. Bynajmniej nie uciekał. Zajechał tylko na ulicę Giewont, gdzie się zatrzymał i... zasnął jak dziecko. Obudził go widok alkomatu, który zaraz wskazał trzy promile.

Ten 25-latek z Rzeszowa dobrze wie, że nie może zbytnio ufać swojemu intelektowi. Za mądrzejszą od siebie uważa nawet... samochodową nawigację. To na nią zrzucił całą winę. 15 listopada tuż po północy wjechał swoją ciężarówką na ekspresówkę w Żywcu. I przejechał nią kilkanaście kilometrów, aż do Rybarzowic. Pod prąd! Kierowcy uciekali gdzie pieprz rośnie, trąbili, ale on zatrzymał się dopiero po interwencji policjantów. Dobrze, że nikogo nie zabił. Skończyło się to dla niego 500-złotowym mandatem. Policjanci byli bardzo wyrozumiali, skoro nie zatrzymali prawa jazdy.

Cyrkowcy

W policyjnych kronikach można natknąć się na osobników, których fantazja sprawia, że nie sposób przyporządkować ich do jakiejś kategorii rzezimieszków. Fantazję mają bowiem taką, że sami dla siebie są odniesieniem.

Do kuriozalnego zdarzenia doszło 14 stycznia po południu w Żywcu. 25-letni pracownik salonu gier poinformował, że ma problem z klientem, który najprawdopodobniej dopuścił się oszustwa na automatach do gier losowych. Na miejsce natychmiast przyjechali policjanci. W lokalu znajdywały się cztery automaty. Okazało się, że... działały nielegalnie. Policjanci o tym fakcie poinformowali funkcjonariuszy z Urzędu Celnego w Bielsku-Białej, którzy zabezpieczyli nielegalne maszyny. Okazało się więc, że pracownik sam wsypał swojego szefa, któremu pogrożono gigantyczną grzywną, a nawet karą więzienia.

Najwyraźniej ten 32-latek jest niespełnionym myśliwym. 13 lutego wybrał się do popularnego parku przy ulicy Słowackiego w Czechowicach-Dziedzicach. W ręku dzierżył... wiatrówkę. I urządził sobie polowanie na ptaki. Zanim został zatrzymany przez policjantów, zdążył trafić gawrona. Policjanci zabrali mu broń i pogrozili dwoma latami więzienia za znęcanie się nad zwierzętami.

59-letnia mieszkanka Jeleśni w kwietniu zdobyła nawet ogólnopolską sławę. W dość osobliwy sposób zakończyła toczący się o kilku lat spór ze swoim sąsiadem, mieszkańcem Sosnowca, który w pobliżu miał domek letniskowy. Miał, bo kobieta wynajęła ekipę budowlaną, która ten domek... zrównała z ziemią! Mężczyzna oszacował straty na ponad 50 tysięcy złotych. Zawzięta góralka nawet przed kamerami upierała się, że dobrze zrobiła. Grożącą jej karą więzienia wydawała się nie przejmować.

Co też mogło strzelić do głowy 17-letniemu doświadczonemu wandalowi z Bielska-Białej? 13 kwietnia wywołał fałszywe alarmy w sądzie oraz hipermarkecie przy ulicy Jutrzenki. Gdy strażacy zabezpieczali teren sklepu, z którego trzeba było ewakuować ponad sto osób, nastolatek podszedł do nich i pochwalił się im, że to on zrobił takie zamieszanie. Po chwili siedział już za kratami.

15 lipca wygłupił się pacjent bielskiego Szpitala Wojewódzkiego. Skontaktował się z pogotowiem i zgłosił, że lada chwila w szpitalu wybuchnie bomba. Postawił na nogi personel i służby ratunkowe. Na miejsce natychmiast skierowano patrole policyjne, pirotechników, a także przewodników wraz z psami szkolonymi do wykrywania materiałów wybuchowych. Odwiedzających poproszono o opuszczenie oddziałów i sali chorych. Policjanci zabezpieczyli budynek i pobliskie ulice. Jednocześnie szukali terrorysty i szybko ustalili, że jest nim właśnie 45-letni pacjent. Od razu przyznał się do winy i z rozbrajającą szczerością wyznał, że wywołał alarm, bo miał nadzieję, że z powodu zamieszania uda mu się opuścić szpital, by wrócić do domu i nikt tego nie zauważy. Bo mu się po prostu nudziło! Kodeks karny dla takich nudziarzy przewiduje nawet ośmioletnią karę więzienia.

Drogo kosztował pewnego 23-latka pomysł na zakpienie ze swoich wierzycieli. Przegrał aż 15 tysięcy złotych na grach hazardowych. 31 października zgłosił policji, że gdy jechał busem ulicą Warszawską w Bielsku-Białej i zatrzymał się na czerwonym, do pojazdu wśliznął się bandzior, który gwizdnął mu cały utarg od jego wspólników - 10 tysięcy złotych. Mundurowi szybko się połapali, że to zwykła bujda i uświadomili hazardzistę, że nie tylko będzie musiał spłacić swój dług, ale i przed sądem odpowie za złożenie fałszywego zawiadomienia, które może go kosztować nawet pięć lat więzienia.Najmłodszy w tym gronie - 14-letni bielszczanin - uczy się od „najlepszych”. 7 października podpalił namiot okalający lodowisko przy ulicy Słowackiego w Bielsku-Białej, powodując straty rzędu 2 tysięcy złotych. Nieco ponad miesiąc później, jak gdyby nigdy nic, bezczelny chłopak wybrał się w to samo miejsce, by pojeździć na łyżwach. Jednak obsługa obiektu rozpoznała wandala i wezwała policję. Chłopak będzie się teraz tłumaczył przed sądem rodzinnym, a straty będą musieli zapewne pokryć jego opiekunowie.

mk

Powiaty: Bielsko-Biała, Żywiec

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
4-9=*

Nie wierzę, 2017-01-17 godz. 10:17
Ha ha ha ha ha ha ha... Dobre :D
Efes, 2017-01-09 godz. 15:54
20 stycznia ,ale którego roku?
smh, 2017-01-08 godz. 20:59
Język autora tego artykułu jest żenujący.
OK, zamknij