26 lipca 2017, imieniny obchodzą: Anna, Mirosław, Grażyna, Joachim

15°
Bielsko-Biała
26.07.2017
  • Wilgotność: 62%
  • Wiatr:poł 5km/h

jutro: 19°13°pojutrze: 21°12°
artykul,osrodek_jak_drugi_dom,51715.htmlosrodek_jak_drugi_dom

Wydarzenia

2017-03-19 11:20 (Komentarze: 0)      

Ośrodek jak drugi dom


Do budynku prowadzą duże, przeszklone drzwi. Wewnątrz jest kolorowo i przyjaźnie. Na ścianach wiszą zdjęcia radosnych maluchów. Drzwi co chwilę się otwierają i do środka wchodzą kolejne dzieci. Niektóre to maluszki, nie mają nawet dziesięciu lat. Pomiędzy nimi zauważyć można również kilkoro nastolatków. Do budynku wchodzą raźnym krokiem. Z każdą minutą gwar na korytarzach rośnie, słychać rozmowy, wybuchy śmiechu, dziecięce przekomarzanie.

Ten budynek to jedna z cieszyńskich szkół. Najbardziej niezwykła z placówek. Nie ma tu bowiem lekcji matematyki czy polskiego, uczniowie nie piszą sprawdzianu z fizyki i nie drżą na myśl o kartkówce z angielskiego. W zamian za to uczą się myć ręce, gotować, mają zajęcia w ogródku, przytulają się do drzew czy ćwiczą w wodzie. Ta placówka to Ośrodek Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczy prowadzony przez cieszyński oddział Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną. To miejsce, do którego uczęszczają dzieci oraz młodzież ze sprzężoną niepełnosprawnością, czyli niepełnosprawnością intelektualną oraz na przykład ruchową. Obecnie placówka ma pod opieką 38 dzieci i 31 dorosłych powyżej 21. roku życia, którzy przychodzą na świetlicę terapeutyczną. - Od małego uczymy dzieci, jak radzić sobie w życiu. Wspieramy w pokonywaniu trudności. To, co zdrowemu dziecku przychodzi z łatwością, dla niepełnosprawnego jest długim, żmudnym procesem. Przede wszystkim przygotowujemy naszych wychowanków do niezależności i samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie, oczywiście, w miarę ich możliwości - tłumaczy Aneta Cinal, terapeutka, zastępca dyrektora ośrodka.

Nauka w ośrodku odbywa się od poniedziałku do piątku i trwa od 8.00 do 14.00. W tym czasie są zajęcia opiekuńczo-wychowawcze, rozwijające zainteresowania wychowanków, stymulujące i te najważniejsze, edukacyjno-terapeutyczne. Dzieci uczęszczające do ośrodka biorą także udział w „drzewoterapii”, w trakcie której dotykają i przytulają się do drzew czy terapii ogrodniczej, wykorzystującej rośliny i prace w ogrodzie. Jak mówi Aneta Cinal, w ogrodzie dzieci uczą się również... pracy, która może im się przydać w przyszłości. Praca, a co za tym idzie, nauka samodzielności to zresztą nadrzędny cel dla każdego wychowawcy pracującego w placówce. Rodzice dzieci niepełnosprawnych mają świadomość upływającego czasu. Miejsce, gdzie ich dziecko ma szansę nabyć podstawowe umiejętności, które pozwolą mu odnaleźć się w życiu, jest więc niezwykle cenne.

- W przypadku dzieci z niepełnosprawnością umysłową trudno mówić o spektakularnych efektach. To bardzo żmudny proces. Nas jednak cieszy każdy, nawet najmniejszy kroczek w przód. Dla nas nawet nauczenie mycia rąk bywa sukcesem. Niepełnosprawni to bardzo wartościowi ludzie. Staramy się udowadniać, że nie są tylko biorcami, ale mogą również dawać, że zasługują na szacunek. Podejmujemy więc akcje w miejscach publicznych, na przykład organizujemy imprezy kulinarne. Oni się w tym świetnie sprawdzają. Pokazują, jak wiele potrafią, dają coś od siebie. Udowadniają, że są wartościowymi ludźmi - mówi Aneta Cinal. Małe zmiany trudno dostrzec, a zdumiewające efekty pracy terapeutów widać często dopiero po latach. Do świetlicy uczęszczają na przykład dorośli niepełnosprawni, którzy doskonale radzą sobie nie tylko z czytaniem czy pisaniem, ale i obsługą komputera, elektronicznej poczty, telefonu. - Niektórzy mają predyspozycje do podjęcia pracy. Doskonale sprawdzą się na stanowiskach, które nie wymagają podejmowania decyzji, ale za to pracy manualnej. Na przykład w gospodarstwie domowym, ogrodzie, w zajęciach związanych ze sprzątaniem. Mamy dorosłego chłopaka zafascynowanego majsterkowaniem. Jego tata jest elektrykiem, więc on często się przyglądał jego pracy, pomagał mu i teraz sam jest w tym świetny. Właśnie o to chodzi. O przygotowywanie dzieci niepełnosprawnych do prawdziwego życia, wyrabianie w nich pewnych zdolności - wyjaśnia Aneta Cinal.

Wychowawcy cieszą się, że udało im się stworzyć miejsce, które nie tylko uczy i wychowuje, ale staje się dla dzieci niemalże drugim domem. Tak o placówce mówi cieszynianka Barbara Bartkowiak, mama 10-letniej Oliwki, która od kilku lat co rano staje w drzwiach ośrodka. - Najchętniej by stamtąd nie wracała. Bez tego miejsca nie byłoby dla niej szansy na normalne funkcjonowanie. Ma rehabilitację, zajęcia z logopedą, psychologiem. Uczy się samodzielności, robienia kanapek czy trzymania w dłoni nożyczek - wylicza mama dziewczynki. Oliwia ma opóźnienie psychoruchowe w stopniu umiarkowanym. W tej chwili większe problemy są szczególnie z mową dziewczynki. Pomimo tych trudności jest niezwykle radosna, otwarta na ludzi i kontaktowa. Uwielbia się przytulać i chętnie okazuje swoje uczucia. Na razie mówi niewiele, ale po krótkiej chwili można ją zrozumieć.

- Problemy zaczęły się już, gdy byłam w ciąży, ponieważ Oliwka była bardzo mała, niewiele rosła. Urodziła się jako wcześniak i wtedy do końca nie było jeszcze wiadomo, czy to przejściowe problemy, czy już niepełnosprawność. Po czasie zaczęło jednak wychodzić, że ma słabe napięcie mięśniowe, wiotkość krtani, refluks żołądka, nie zaczyna mówić tak jak inne dzieci. Tak doszliśmy do diagnozy. Przeszliśmy wiele badań, również tych genetycznych, oraz spotkań z lekarzami, ale do dzisiaj tak do końca nie wiadomo, co jest przyczyną jej choroby - opowiada Barbara Bartkowiak. Kobieta przyznaje, że życie matki niepełnosprawnego dziecka to całodobowa praca. Ono wymaga ciągłej uwagi i kontroli. Do tego dochodzą rehabilitacja, wizyty u lekarzy, psychologów, logopedów. Jeden uśmiech Oliwki potrafi jednak wynagrodzić wszystko. Miejsce, w którym dziewczynka nie tylko ma fachową opiekę, ale i w którym lubi przebywać, to dla rodziców prawdziwe wytchnienie.

- Przez te kilka godzin mam czas, żeby coś w domu zrobić, posprzątać, zrobić zakupy lub nawet przez moment po prostu odpocząć. Chore dziecko wymaga bowiem ciągłej uwagi. Dlatego tak świetną inicjatywą są „zielone szkoły”, na które wyjeżdżają dzieci z opiekunami z ośrodka. Jak pierwszy raz Oliwka pojechała to byłam przerażona i przekonana, że będziemy musieli tam po nią jechać. A tu niespodzianka, była zachwycona. Dzieciakom tak się wyjazdy podobają, że niektóre płaczą, jak muszą wracać do domu - dodaje Barbara Bartkowiak. Opiekunowie i terapeuci starają się wtedy uczyć dzieci samodzielnego funkcjonowania poza domem rodzinnym. To taki praktyczny sprawdzian wszystkiego, czego dzieci nauczyły się w ciągu roku. Wychowywanie niepełnosprawnego dziecka, tak jak i dziecka zdrowego, miewa również ciemną stronę. Jak mówi Barbara Bartkowiak, najgorsza jest świadomość, że nie będzie żyła wiecznie, aby się opiekować córką. Do tego dochodzą również problemy wynikające z wieku dojrzewania. - To dla rodzica wielka odpowiedzialność. Wiele dzieci chorych, fizycznie rozwija się przecież normalnie. Jak im wytłumaczyć pojawiający się popęd seksualny, miesiączkę czy inne zachodzące zmiany fizjologiczne? - pyta mama Oliwki. - Są trudności wychowawcze, oczywiście. To są przecież osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Nieobce są nam zachowania agresywne, autoagresywne czy inne, na przykład w okresie dojrzewania. W przypadku jakiegokolwiek problemu zawsze zwołujemy zespół terapeutyczny i ściśle współpracujemy z domem - mówi Aneta Cinal.

Dzieci i dorośli z cieszyńskiego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjno-Wychowawczego codziennie udowadniają, że coś potrafią i zasługują na szacunek oraz miłość. Tak jak każda zdrowa osoba. Pokazują, że nie wyróżnia ich tylko niepełnosprawność, ale również chęć niesienia pomocy, udowadniania swojej wartości i odkrywania pokładów swoich możliwości.

 

mon

Powiaty: Cieszyn

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
9+4=*

OK, zamknij