13 grudnia 2017, imieniny obchodzą: Łucja, Otylia, Juliusz,

Bielsko-Biała
13.12.2017
  • Wilgotność: 61%
  • Wiatr:poł 3km/h

jutro: pojutrze: -1°
Reno
artykul,trzecia_wersja_jednej_kolejki,51144.htmltrzecia_wersja_jednej_kolejki

Wydarzenia

2017-01-06 10:53 (Komentarze: 2)      

Trzecia wersja jednej kolejki


W niedzielę, 21 grudnia 1953 roku - jak donosiła ówczesna prasa - ruszył pierwszy w Beskidach wyciąg linowy z Olszówki pod Bielskiem na jeden z najpopularniejszych szczytów w tym rejonie - Szyndzielnię. Tak pisano wtedy o obecnej kolejce linowej (zwanej też gondolową), wywożącej turystów i narciarzy na tę obecnie już bielską, a wtedy jeszcze podmiejską górę.

Olszówka była samodzielną wsią do 1969 roku, kiedy to została włączona - jako jedna z dzielnic - w administracyjne granice Bielska-Białej. Kolejkę otwarto z wielką pompą, a uroczystość uświetnili swą obecnością przedstawiciele ówczesnych władz państwowych, a także działacze sportowi i turystyczni.

Już pierwszego dnia wagoniki - a było ich 32 - wywiozły na szczyt przeszło 2 tysiące osób! Zainteresowanie wyciągiem było ogromne i nie ma się czemu dziwić. W tym czasie była to jedyna tego typu atrakcja w polskich górach, nie licząc tej w Zakopanem. Na Kasprowy Wierch wagonikiem można było bowiem jeździć już od 1936 roku, kiedy to uruchomiono pierwszą w Tatarach i jedną z nielicznych poza Alpami kolejkę górską w Europie (została oddana do użytku jako 60. na świecie). Na kolejną - tę na Szyndzielnię - trzeba było poczekać 17 lat. Następne dwie wybudowano dopiero w latach 90. ubiegłego wieku w Świeradowie Zdroju oraz Krynicy. I na tym jak do tej pory koniec.

Austriacka robota

Inwestorem - choć w tych czasach, gdy wszystko było państwowe, określenie to jest mało precyzyjne - były Polskie Koleje Linowe. Budując wyciąg zastosowano bardzo nowoczesne, jak na owe czasy, rozwiązania technologiczne. Urządzenie zaprojektowała i wykonała austriacka firma „Brüder Girak”, do niedawna jeden z światowych liderów tego typu konstrukcji. Austriacy dostarczyli zarówno dokumentację techniczną jak i podpory wraz z osprzętem, kompletny mechanizm wyciągu, wagoniki oraz liny. Także oni objęli nadzorem montaż całości, który prowadziło Bielskie Przemysłowe Zjednoczenie Budowlane. Charakterystyczne - wykonane z kamienia - budynki górnej i dolnej stacji zaprojektowała pochodząca ze Lwowa krakowska architekt Krystyna Tołłoczko-Różyska. Przygotowała aż siedem wstępnych projektów, chcąc jak najlepiej wpasować bryłę dużych budynków w górski krajobraz.

W tym czasie była to tak zwana kolejka dwulinowa, z wagonami wyprzęganymi w ruchu okrężnym. Napęd wyciągu znajdował się na górnej stacji. Dolna była stacją napinającą dla liny nośnej i napędowej. Podróż czteroosobowym wagonikiem trwała 12 minut. W tym czasie wagonik pokonywał dystans 1920 metrów z prędkością 2,6 metra na sekundę. W ciągu godziny mogło w ten sposób dostać się na Szyndzielnię - lub z niej zjechać - 300 osób.

Trudno już ustalić jak to się stało, że to właśnie na Szyndzielni zdecydowano się wybudować tak nowoczesny i drogi wyciąg. I to w czasach, gdy narciarstwo nie było najważniejszym priorytetem władzy. Można tylko spekulować na temat pobudek, jakimi kierowali się ówcześni decydenci, bo w tym czasie Bielsko-Biała jawiło się jeszcze jako prowincjonalne, senne miasteczko (siedzibą województwa zostało dwadzieścia lat później). Także o fabryce samochodów nikt nawet jeszcze wtedy nie marzył. Nawet Bolek i Lolek mieli rozsławić gród nad Białą dopiero w latach 60. Jednak już wtedy Bielsko-Biała z narciarstwem się kojarzyło, choć mniej niż Zakopane. Poza tym położona tuż pod miastem Szyndzielnia doskonale nadawała się do tego, aby zbudować tam górski wyciąg. Stąd prawdopodobnie pomysł jego lokalizacji właśnie w Olszówce.

Jego otwarcie było wydarzeniem na skalę ogólnopolską. Donosiła o tym między innymi Polska Kronika Filmowa, wyświetlana w kinach przed głównym filmem. Ale kolejka to nie było wszystko. Bardzo szybko powstała obok niej infrastruktura narciarska z prawdziwego zdarzenia. W tym dwie nartostrady oraz legendarna „Sahara” - najtrudniejszy w Polsce stok slalomowy. To na nim rozgrywano między innymi „mecze” narciarskie Bielsko-Biała - Zakopane, przyciągające w latach 50. i 60. uwagę kibiców narciarstwa alpejskiego z całego kraju (rola Szyndzielni w tym sporcie osłabła, gdy pod koniec lat 60. w Szczyrku na Skrzycznem powstała trasa FIS).

 Krajowe gondole

Pierwszy poważny remont kolejka przeszła w 1965 roku kiedy to wymieniono wagoniki. Oryginalne austriackie zastąpiły gondole wykonane przez Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego w Ostrowie Wielkopolskim oraz Zakłady Sprzętu Mechanicznego i Drogowego PKP w Raciborzu. Przy okazji wymieniono również liny. Po raz kolejny wagoniki zostały wymienione w roku 1978. Nowe, również czteroosobowe, gondole zostały wyprodukowane w Ośrodku Badawczo-Rozwojowym Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Mielcu. Służyły turystom i narciarzom do roku 1994, kiedy to rozpoczęła się generalna modernizacja kolejki, a w praktyce jej całkowita przebudowa. Zanim jednak do tego doszło, pojawiła się koncepcja zastąpienia wyciągu linowego kolejką terenową (poruszającą się po szynach, jak na Gubałówce). Serwisowanie i naprawy starzejących się i mocno już wyeksploatowanych urządzeń były bardzo kosztowne. Wszystko trzeba było bowiem sprowadzać za dewizy z Austrii. Tymczasem w kraju istniała już technologia budowy górskich kolejek terenowych. Dlatego PKL zleciły wykonanie projektu takiego właśnie wyciągu. Tor po którym miały poruszać się ciągnięte przez linę wagony, chciano ułożyć bezpośrednio na zboczach Szyndzielni, częściowo w wykopach oraz na estakadach (najwyższa miała mieć wysokość 18 metrów). I choć wykonano projekt i kosztorys takiego przedsięwzięcia, to jednak nie doczekało się ono realizacji. Stało się coś innego. W 1993 roku mocno zdezelowaną kolejkę przejęła nieodpłatnie od PKL gmina Bielsko-Biała. Dla wyciągu był to jedyny ratunek, dla gminy spory kłopot. Władze miasta stanęły bowiem przed dylematem: co dalej począć z wyeksploatowanym wyciągiem?

Kolejna wymiana

Już w styczniu następnego roku ratusz ogłosił przetarg na jego modernizację. Wyłonił on ponownie firmę „Brüder Girak” jako dostawcę technologii oraz urządzeń (czasy się zmieniły i - w przeciwieństwie do lat 80. - konieczność płacenia w dewizach nikogo już nie przyprawiła o ból głowy. Prace rozpoczęły się w lipcu 1994 roku i trwały do końca czerwca roku następnego. W tym czasie wymieniono prawie wszystko co tylko się dało - od lin, podpór i urządzeń napędowych poczynając, a na gondolach kończąc. Poza tym, choć budynki stacji górnej i dolnej pozostały, to jednak wybudowano obok nich dodatkowe pawilony, w których zamontowano infrastrukturę techniczną nowego wyciągu. Zmieniła się także jego konstrukcja. Z dwulionowego stał się jednolinowy (jedna lina pełni podwójną funkcję - liny nośnej i napędowej), a urządzenie napędowe zostało przeniesione z górnej na dolną stację.

Nowa kolejka była nie tylko nowocześniejsza, lecz także znacznie szybsza od swojej poprzedniczki. Przestronne czteroosobowe wagoniki - było ich 35 - mogły w ciągu godziny wywieźć na górę (i z powrotem) 850 osób. Poruszały się bowiem z prędkością aż 5 metrów na sekundę, dzięki czemu podróż na górę trwała tylko 6 minut. Niestety, wraz z unowocześnieniem kolejki nie zmodernizowano istniejącej na Szyndzielni infrastruktury narciarskiej. Wręcz przeciwnie, stok „Sahara” został zamknięty na głucho, podobnie jak i dwie prowadzące na sam dół nartostrady. Z jednej z nich - będącej obecnie leśnym duktem - co prawda nadal korzystają narciarze, lecz na dziko, bo nie jest do tego ani przystosowana, ani też w zimie utrzymywana.

Kolejna istotna data w historii kolejki to rok 2000. To wtedy została przekazana przez gminę miejskiej spółce ZIAD. Tamto urządzenie służyło do jesieni bieżącego roku, kiedy to rozpoczęła się kolejna modernizacja. Bo choć z pozoru 20-letni wyciąg wciąż wyglądał na nowy i sprawny, to jednak był już bardzo mocno wyeksploatowany (przepracował ponad 45 tysięcy godzin) i technicznie przestarzały. W tej branży nastąpił bowiem w ostatnich latach ogromny postęp technologiczny. Poza tym kolejka uległa kilku poważnym awariom, które wpłynęły znacząco na jego parametry eksploatacyjne. Na dodatek austriacka firma, która ją zaprojektowała i zbudowała już nie istnieje, co jeszcze bardziej utrudniało jego utrzymanie w odpowiednim stanie technicznym. Stąd też o konieczności ponownego zmodernizowania kolejki linowej mówiło się od co najmniej sześciu lat.

Karkołomny problem

Problemem były pieniądze, którymi ZIAD na ten cel nie dysponował. Cały czas trwały starania o pozyskanie funduszy na tę inwestycję. Udało się je zgromadzić - między innymi dzięki wsparciu ratusza - dopiero w roku ubiegłym. Dzięki temu we wrześniu 2015 spółka mogła ogłosić przetarg na modernizację gondoli. Poważne zainteresowanie kontraktem wykazała jedynie austriacka firma Doppelmayer, jeden z największych na świecie producentów kolejek górskich. Problem, z jakim wykonawca musiał się zmierzyć, był bardzo karkołomny. Inwestor zażyczył sobie, że kolejka ma być zmodernizowana poprzez wprowadzenie nowych urządzeń i technologii do starych budynków dolnej oraz górnej stacji, a także z wykorzystaniem istniejących już słupów nośnych. Koncepcję tę przygotował zespół profesora Mariana Wójcika z krakowskiej AGH.

Takie postawienie sprawy przez inwestora bardzo ograniczało nowy projekt. Nowoczesne urządzenia musiały bowiem wpasować się w już istniejącą - przestarzałą - infrastrukturę techniczną. Co więcej, inwestor postawił także granice finansowe. Koszt modernizacji nie mógł przekroczyć 12 milionów złotych. Nie chodziło jednak o jakąś fanaberię, lecz o względy praktyczne. Tak przeprowadzona modernizacja nie wpłynie bowiem na środowisko naturalne Szyndzielni, co w przypadku działań na terenie objętym ochroną w ramach programu Natura 2000 ma ogromne znaczenie (prace w terenie ograniczone zostaną do minimum), a poza tym wybudowanie od podstaw nowego wyciągu kosztowałoby nie 12, a co najmniej 25 milionów złotych.

Podpisanie umowy z wykonawcą miało miejsce 7 grudnia ubiegłego roku w bielskim ratuszu. Firma Doppelmayer zobowiązała się wtedy, że w ciągu 14 miesięcy zmodernizuje wyciąg, a dokładniej zamontuje w starych budynkach i na istniejących już podporach nowy napęd, nową linę, a także przekładnie oraz systemy sterujące i zapewniające bezpieczeństwo podróżnym. Nowe będą także wagoniki - bardziej komfortowe i, co najważniejsze, przystosowane do przewozu osób niepełnosprawnych (wchodzić się będzie do nich z poziomu peronu). Poza tym zostaną wyposażone w uchwyty dla nart oraz - co drugi - dla rowerów (obecne ich nie miały).

Podzespoły wyciągu powstawały od początku roku w zakładzie firmy Doppelmayer, a we wrześniu rozpoczął się ich montaż. Od tego czasu wyciąg jest nieczynny. Ponowne jego uruchomienie planowane jest na przełom stycznia i lutego przyszłego roku. Wówczas pierwsi turyści i narciarze będą mogli sprawdzić, jak działają nowoczesne gondole. Sęk w tym, że z modernizacją kolejki nie idzie w parze budowa - planowanego od lat - ośrodka narciarskiego, a nawet chociażby jednej trasy zjazdowej na stokach Szyndzielni. Tak jak do tej pory narciarze nie będą więc za bardzo mieli po co wyjeżdżać na tę górę. To już jednak całkiem inna historia...

 

mapl

Powiaty: Bielsko-Biała

Zobacz zdjęcia


Skomentuj

Treść:*
Nick:*
6+5=*

z Bielska, 2017-01-07 godz. 19:46
Może jeszcze da się odsunąć ekoterorystów i Szyndzielna odżyje!
ukulele, 2017-01-06 godz. 11:21
Szkoda, że potencjał Szyndzielni został zmarnowany.
OK, zamknij