24 kwietnia 2017, imieniny obchodzą: Aleksy, Horacy, Horacja, Grzegorz

Bielsko-Biała
24.04.2017
  • Wilgotność: 63%
  • Wiatr:zach 14km/h

jutro: 17°pojutrze: 10°
artykul,widziane_z_senatu,54661.htmlwidziane_z_senatu

Wydarzenia

2017-04-20 08:37 (Komentarze: 45)      

Widziane z Senatu


Po długim, 40 dniowym okresie Wielkiego Postu nadzieją napełnia nas Niedziela Wielkanocna. Jako chrześcijanie wierzymy, że Chrystus Zmartwychwstał - Prawdziwie Zmartwychwstał! Jako katolicy nie możemy być pesymistami, przeciwnie, każdego dnia powinniśmy głosić światu wielką radość Zmartwychwstania.

31 marca odbyło się zorganizowane przeze mnie - w ramach obchodów Narodowego Dnia Życia - spotkanie z dr. inż. Antonim Ziębą, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, wiceprezesem Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. Pan Zięba od kilkudziesięciu lat walczy o prawa do życia dla każdego człowieka. Jest znanym i cenionym publicystą, komentatorem i działaczem, a także wykładowcą akademickim. Spotkanie w Bielsku-Białej rozpoczęło się od mojego referatu w którym przedstawiłem działania podejmowane przez obecne władze państwowe na rzecz poprawy sytuacji polskich rodzin. Następnie odbyła się projekcja kilkunastominutowego filmu nt. rozwoju dziecka w łonie matki, po której głos zabrał Pan Antoni Zięba. W czasie ponad godzinnej prelekcji prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka uzasadniał - za pomocą argumentów etycznych i naukowych - konieczność ochrony życia każdej istoty ludzkiej na każdym etapie jej rozwoju, a także opowiadał o swojej dotychczasowej działalności. Spotkanie należy zdecydowanie uznać za udane.

Powoli zbliża się okrągła, setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Ten ważny jubileusz zasługuje na wyjątkową oprawę. W czasie ostatniego, 38. Posiedzenia Senatu (29-30 marca) zajmowaliśmy się m.in. „Ustawą o Narodowych Obchodach Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”. Ustawa ta określa zasady przygotowania obchodów tej ważnej rocznicy. Zadania mające na celu upamiętnienie i uroczyste uczczenie wydarzeń oraz osób związanych z odzyskaniem i utrwaleniem niepodległości przez Polskę a także promocję idei upamiętnienia odzyskania i utrwalenia niepodległości w kraju i za granicą będzie wykonywać komitet, powołany na mocy ustawy, a kierowany przez prezydenta.

Często w stosunku do rządów Prawa i Sprawiedliwości pada zarzut, jakoby objawiały się niszczeniem gospodarki i kondycji finansowej państwa bądź, w najlepszym wypadku, totalną ignorancją w tych dziedzinach. Rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej. Poniżej postaram się zasygnalizować pewne pozytywne sygnały świadczące o dobrej sytuacji gospodarczej Polski. W IV kwartale 2016 roku Polska miała najwyższy wzrost PKB wśród największych gospodarek UE. Wzrost ten wyniósł 3,1% w stosunku do IV kwartału 2015 oraz o 1,7% w stosunku do III kwartału 2016 roku. Wzrost PKB w IV kwartale 2016 roku w porównaniu z poprzednim kwartałem był najwyższy od 9 lat. W 2016 roku zanotowaliśmy deficyt w wysokości 2,4% PKB. Był to najniższy deficyt od 9 lat. W styczniu i lutym 2017 dochody budżetu Państwa były wyższe o 4,8 mld PLN w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym, co stanowi wzrost o 25,6%. Wzrost płac w zeszłym roku wyniósł 4,4%. Wprowadzamy wiele zmian korzystnych dla prowadzenia działalności gospodarczej: pakiet „100 zmian dla firm” (już obowiązujący), a także „Konstytucja Biznesu” (obecnie w konsultacjach). Badania i rankingi potwierdzają rosnącą pozycję Polski. W ostatnim badaniu Banku Światowego „Doing Business” (edycja 2017) Polska poprawiła swoją pozycję o 1 „oczko”, zajmując 24. miejsce (w gronie 190 państw) w rankingu łatwości prowadzenia biznesu.

Z badania, które przeprowadziła Polska Agencja Inwestycji i Handlu wspólnie z HSBC oraz Grant Thornton wynika, że 97% inwestorów obecnych już w Polsce, zainwestowałoby w naszym kraju ponownie. Z badania wynika również, że sami inwestorzy ocenili klimat inwestycyjny w Polsce w 2016 r. jako najlepszy od 10 lat. Mali i średni przedsiębiorcy zadeklarowali w 2016 r. inwestycje wyższe o 20% w porównaniu z 2015 r. Polska zajmuje także chlubne, 5 miejsce na świecie, wśród najlepszych miejsc pracy dla kobiet (wg rankingu The Economist).

Do zobaczenia!

 

 

Andrzej Kamiński

Powiaty: Bielsko-Biała

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
5+4=*

6 króli, 2017-04-23 godz. 22:39
Książka prof. Mikołejki 'Jak błądzić skutecznie' - miniatura Zobacz zdjęcia (2) "Moje dzieciństwo było tak drastyczne, tak naznaczone poniżeniem, przemocą, nędzą i strachem, że do końca życia będę musiał do niego powracać, starając się z niego jakoś wyzwolić - wyznaje prof. Zbigniew Mikołejko. W książce-wywiadzie "Jak błądzić skutecznie" opowiada przerażające rzeczy o swoim dzieciństwie. REKLAMA Profesor Zbigniew Mikołejko ostatnio najbardziej znany jest ze swojej "wojny z wózkowymi" ("Wysokie Obcasy Ekstra", nr 4, wrzesień 2012). W swoim felietonie w ostrych słowach skrytykował młode matki, których część, jego zdaniem, rodzi dzieci tylko po to, żeby mieć prawa i coś znaczyć. Tą publikacją mocno naraził się matkom i rozpętał medialną dyskusję, która trwała przez długie tygodnie po ukazaniu się felietonu w druku. Tym razem ten elokwentny profesor filozofii i historyk religii ma szanse wzbudzić więcej sympatii, a być może nawet współczucia - i to także (uwaga!) ze strony matek. 27 lutego ukaże się książka "Jak błądzić skutecznie" - zapis 15 rozmów, które przeprowadziła z Mikołejką dziennikarka Dorota Kowalska. Profesor bardzo szczerze opowiada w niej między innymi o swoim dzieciństwie i toksycznych relacjach z matką. Dlaczego zgodził się zdradzić tak intymne i bolesne szczegóły? "Moje dzieciństwo było tak drastyczne, tak naznaczone poniżeniem, przemocą, nędzą i strachem, że do końca życia będę musiał do niego powracać, starając się z niego jakoś wyzwolić. I nie widzę innej możliwości, jak arcyszczere mówienie o tym. Nie da się uciec od jego powracających widm - trzeba zdobyć się na odwagę i przyjrzeć ich obliczom" - wyjaśnia. "Z dzieciństwa pamiętam rzeczy straszne" Pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa jest dla profesora Mikołejki kłótnia jego rodziców. On, stojący w szczebelkowym łóżeczku, pomalowanym przez dziadka na biało, oni -kłócący się potwornie w pokoju obok. Wtedy nie umiał jeszcze chodzić. "Z dzieciństwa pamiętam rzeczy straszne i rzeczy dobre" - mówi Dorocie Kowalskiej profesor. Zapamiętana kłótnia zapowiadała dalszy przebieg wydarzeń: rozwód rodziców i to, że po nim już nigdy nie miał zobaczyć ojca, mimo że ten zamieszka zaledwie 25 kilometrów dalej. Ojciec Zbigniewa Mikołejki prowadził ciężarówki, jeździł po całym kraju i - jak wspomina profesor - był bardzo kochliwy. "Więc co miasteczko, to żona, można by powiedzieć" - wspomina Mikołejko. Tata pochodził z Litwy. Matka profesora źle zniosła rozstanie z mężem, którego poślubiła, gdy miała 16 lat. Cztery lata później była już rozwódką. "Matka bardzo kochała mojego ojca. Z czasem miłość do niego przekształciła się w nienawiść. A ja byłem jego ucieleśnieniem. Często więc słyszałem: "Zabiję cię, ty Litwinie s***synie". Miałem siedem, osiem lat " - wspomina Mikołejko. Matka, czyli przemoc i agresja Pierwsze lata dzieciństwa były dobre, a mama Mikołejki dobrze traktowała swojego syna. To skończyło się, kiedy poszedł do szkoły: "zaczęły się z nią dziać dziwne rzeczy. Nasilało się to z roku na rok: ataki przemocy, histerii, agresji wobec mnie, ale także wobec siebie samej". Profesor dokładnie pamięta napady wściekłości swojej matki: to, jak zrzuciła go ze schodów; to, że kiedy ponownie wyszła za mąż, dla niego zaczął się okres sypiania na polowym łóżku, w korytarzu, na strychu, w kuchni, u obcych. Matka biła swojego syna z pierwszego małżeństwa z Litwinem. Często i mocno. "Wszystkim, co miała pod ręką: kijem, sznurem od żelazka, często za wykroczenia żadne albo urojone. Ciskała we mnie rozmaitymi przedmiotami i wyzywała plugawymi słowami. Nienawidziłem niedziel, bo matka wracała wtedy z pracy wcześniej albo nie pracowała" - opowiada dziennikarce Zbigniew Mikołejko. Przemocy w domu profesora próbowali przeciwstawiać się jego dziadkowie ze strony matki. Między nimi a nią dochodziło do dużych spięć, aż w końcu, kiedy miał szesnaście lat, zabrali go do siebie. Dopiero wtedy mógł odetchnąć i zaznać rodzinnej opieki. Nie na długo jednak - jego dziadek zmarł dwa lata później, między pisemną a ustną maturą Mikołejki, a on musiał wrócić do matki i ojczyma. W czasach, na które przypadło jego dzieciństwo, panowało - zdaniem profesora - przyzwolenie na bicie dzieci. Mikołejce nikt nie pomógł, a on sam bardzo wstydził się tego, że jest ofiarą przemocy. "Bywałem katowany przez matkę, miałem poprzecinane uszy sznurem od żelazka, ale kiedy nauczyciel pytał, co się stało, kłamałem. Opowiadałem niestworzone historie o bójkach z kolegami czy nieszczęśliwym upadku ze schodów, byle tylko się nie przyznać, jaką mam gehennę w domu" - wspomina profesor. Poniżenie i kłamstwa Fakt, że Zbigniew Mikołejko wychowywał się bez ojca, sprawił, że stal się też obiektem drwin i poniżania ze strony kolegów. Profesor wspomina w rozmowie z dziennikarką: "Pewnego razu, miałem wtedy sześć lat, zostałem wywabiony z podwórka na ulicę przez dwóch innych sześciolatków, pod pretekstem, że mi coś pokażą. Wrzucili mnie do błota. Jeden był synem milicjanta, drugi działacza partyjnego, więc siłą rzeczy byłem na straconej pozycji. Ale tu matka stanęła na wysokości zadania - może uznała, że tylko ona ma prawo mnie bić? Zrobiła piekielną awanturę, nawymyślała ich rodzicom od stalinowców". Głównym oprawcą pozostawała jednak właśnie ona. Kiedy pewnego razu nauczyciel Mikołejki, Henryk Kaczyński, zapytał chłopca, dlaczego ma porozcinane uszy i sińce, ten powiedział mu, że pobili go jacyś chłopcy, ale nie było to prawdą: "(...) to matka skatowała mnie za to, że straciłem taniutki sandałek (Grzesiek Romulewicz, klasowy nygus, puścił go z biegiem Symsarny podczas klasowej wycieczki). Na dodatek, za karę, przez kilka dni musiałem chodzić na bosaka do szkoły - wszystkie dzieci się z tego śmiały, a ja próbowałem chować nogi pod ławką" - opowiada profesor. Rodzeństwo - kolejna trauma Na traumatyczne przeżycia z dzieciństwa profesora Mikołejki składają się nie tylko porzucenie przez ojca i agresywna matka. Kolejnym źródłem cierpień były losy jego rodzeństwa. Starsza o rok siostra wcześnie zmarła: "To było pierwsze dziecko moich rodziców - bardzo idealizowane i opisywane jako aniołek - później przyszedłem na świat ja. W rodzinie mówiono o niej zawsze jak o słodkim dziecku, cichym i uśmiechniętym, używając zdrobnienia 'Jadziunia'" - mówi profesor. Miał też brata, Janusza, który urodził się już po odejściu ojca. Chłopiec żył tylko dwa tygodnie. Mikołejko tak go wspomina: "Pewnego dnia ciotka, starsza siostra mojej matki, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła pod jeden z pokoi szpitalnych. Pielęgniarka wyniosła z niego zawiniątko. Do tej pory pamiętam żółtą twarzyczkę, taką buzię półtrupka.. 'To jest twój brat' - powiedziała ciotka. Potem często matka brała mnie za rękę i chodziliśmy 'na grób dzieci', jak się między nami dwojgiem mówiło. Bardzo posępny rytuał, prawda?" - pyta i dodaje, że fakt, iż był jedynym z trojga dzieci sowich rodziców, które przeżyło, miało dla niego szczególne znaczenie: "jakbym po obu stronach życia, przeszłej i przyszłej, miał cienie śmierci". "Dzieciństwo jest rodzajem fatum" Wspominając dzieciństwo, profesor Mikołejko twierdzi, że ten okres ma zasadniczy wpływ na nasze życie. "(...) nic tak nas nie określa jak dzieciństwo. Cała reszta to tylko przypis do dzieciństwa. Dostajemy gotowy i bezwzględny scenariusz, a reszta to tylko szczegóły. (...) Doznawszy złego dzieciństwa, człowiek ma bowiem poczucie, że w jakiejś mierze nie jest tym, kim mógłby być. Że mógłby być lepszy, osiągnąć więcej, nie zrobić tylu a tylu głupstw, nie dokonać fałszywych, złych wyborów". Zbigniew Mikołejko przyznaje też, że doświadczenia dzieciństwa miały ogromy wpływ na to, jakim jest człowiekiem. "Strasznie ciężko jest przekroczyć złe i szkodliwe dla siebie samego zachowania wyniesione z dzieciństwa. Jestem - zważywszy na moje doświadczenia - bardzo spokojnym człowiekiem, ale wykonuję nerwowe ruchy, nieskładne, niesprecyzowane. Wszyscy mnie więc biorą za nerwicowca, a wcale nim nie jestem. Ten widomy trzepot wyniosłem właśnie z dzieciństwa, stamtąd wziąłem to drżenie, tę niepewność" - tłumaczy. Relacje dorosłego Mikołejki z matką nadal nie są dobre. Ona jest już starą i schorowaną kobietą, ale nadal nie odpuszcza synowi. "Próbowałem wiele razy do niej wracać, ale ona cały czas realizuje swój odwieczny scenariusz przemocy, już nie fizycznej, ale psychicznej. Poniża, szydzi, a potrafi być bardzo szydercza. W pewnym momencie coś we mnie pękło, poddałem się, zrezygnowałem z odbudowy tej więzi". A dzieciństwo, zdaniem profesora to fatum. "W gruncie rzeczy dzieciństwo jest najpotężniejszymi kajdanami, jakie nam zafundowano, a my bierzemy te kajdany za coś zupełnie innego: za dar i wolność" - podsumowuje swoje wspomnienia prof. Mikołejko.
hrabia Onufry, 2017-04-23 godz. 22:35
Angela Merkel, która tak chętnie upomina się o poszanowanie wolności słowa w Polsce czy na Węgrzech, we własnym kraju od miesięcy wspiera dyktaturę politycznej poprawności. Jakby tego było mało, podległe Merkel ministerstwo sprawiedliwości planuje teraz wprowadzenie „chińskiego modelu” cenzury w internecie z drakońskim karami finansowymi za rozpowszechnianie tzw. fake news i hejtu. „Żyjemy znowu jak w czasach faszystowskiej dyktatury według wzoru znanego z 1933 roku. Różnica polega tylko na tym, że dzisiejsi „naziści” to opętani ideą pomocy uchodźcom „Gutmenschen” („dobrzy ludzie”, „poczciwcy” – tłum.) oraz aspołeczni i zanarchizowani „antyfaszyści”. Kto odważy się powiedzieć niewygodną prawdę, jest prześladowany. Pani Merkel i jej otoczenie nagminnie łamią prawo, wspierają obywatelską denuncjację, finansują kontrolujące przekonania instytucje, w których nierzadko byli współpracownicy STASI pełnią kierownicze funkcje” – napisała w pożegnalnym eseju pt. „Ten kraj jest bezpowrotnie stracony” liberalna publicystka, blogerka Susane Kablitz. 12 lutego tego roku Kablitz odebrała sobie życie. Wizje liberalnej publicystki, w których m.in. byli funkcjonariusze zbrodniczej NRD-owskiej policji politycznej stają się gorliwymi tropicielami prawicowego ekstremizmu, to dziś niemal stały element życia publicznego w RFN. Wystarczy przyjrzeć się bliżej utworzonej przed rokiem inicjatywie ds. kontroli w internecie „Die Initiative für Zivilcourage Online” („Inicjatywa odwagi cywilnej – online”) – stawiającej sobie za cel „walkę z ekstremizmem i hejtem w sieci”. „Facebook” wyraził zgodę na tego rodzaju praktyki w stosunku do własnych użytkowników, ulegając osobistym naciskom ze strony kanclerz Merkel jak i innych przedstawicieli obecnego rządu CDU/CSU i SPD. Koordynację przedsięwzięcia powierzono berlińskiej Fundacji Antonio-Amadeu (Amadeu-Antonio Stiftung) wyspecjalizowanej w tropieniu tzw. „prawicowego ekstremizmu”. Fundację, mającą do dyspozycji budżet w wysokości 1,5 mln euro, założyła córka NRD-owskich aparatczyków Anetta Kahane, wcześniej m.in. aktywna jako rzecznik władz Berlina do spraw obcokrajowców. Gdy wyszło na jaw, że w okresie NRD, pracując jako tłumaczka, donosiła na znajomych oraz prominentów ze świata kultury i nauki, została zmuszona do ustąpienia z tej funkcji. Anetta Kahane Fundacja kierowana przez Anette Kahane uaktywniła się w momencie otwarcia niemieckich granic i masowego napływu islamskich migrantów, tropiąc zwłaszcza przejawy „islamofobii” oraz hejtu w stosunku do uchodźców. Wykreowana przez Antonio-Amadeu „Sieć przeciwko nazistom”, od miesięcy należy do specjalnego sztabu kryzysowego, jaki do zwalczania „mowy nienawiści” powołał minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD), a sama Kahane należy do ścisłego grona ekspertów doradzających ministrowi. Walka z „islamofobią” i mową nienawiści wobec tzw. uchodźców stała się w RFN intratnym biznesem. Jego mechanizmy opisywał niedawno na swoich lamach, zresztą z pełną aprobatą, tygodnik „Der Spiegel” (nr 7/2017) na przykładzie Jugnedschutz.net („Straż młodzieży”) z Moguncji. Zadaniem tej powołanej 8 lat temu inicjatywy była pierwotnie wyłącznie ochrona dzieci i młodzieży przed pornografią i seksualnym mobbingiem w sieci. Jeszcze do niedawna, jak podaje „Spiegel”, jednostka każdego roku „musiała drżeć z obawy, czy otrzyma dostateczne finansowe wparcie ze strony państwa na swoją statutową działalność”. Dziś, jako wyspecjalizowana grupa do zwalczania „mowy nienawiści”, nie tylko może cieszyć się pewnymi etatami dla swych pracowników, ale stała się także ciałem opiniotwórczym dla minister ds. rodziny Manueli Schwesing (SPD). Szef Jungentschutz.net Friedmann Schindler niedawno był zaproszony przez Schwesing do Berlina, by przestawić swój „Raport na temat ekstremizmu i neonazizmu w internecie”. Złudzeń co do charakteru tej działalności wspieranej przez berlińskie elity i publiczne media nie pozostawia czołowy w Niemczech krytyk islamu, pochodzący z Libanu dziennikarz Imad Karim: „Nigdy w życiu nie spotkałem owych mitycznych nazistów, przed którymi mnie od lat tak ostrzegają niemieckie media” – skomentował ironicznie w wywiadzie dla jednego z prywatnych nadawców. Karim wskazał, że te same media, szukające wszędzie prawicowych radykałów, niechętnie piszą o tym, że blisko 80 procent wszystkich podpaleń domów dla azylantów, do jakich dotąd doszło w RFN, wcale nie miało podłoża rasistowskiego, lecz zostało spowodowane, często umyślnie, przez samych „uchodźców”.
Katolik 25 lat, 2017-04-23 godz. 12:10
Polak 33 największy grzech katolika to jest słuchać w kościele polityki i Szatana z Torunia i wierzyć jak nas straszą piekłem to jest poniżenie dobrego Katolika ciemnota pisu niech słucha i wierzy w Szatana ale NIE dobry Katolik.
szperacz, 2017-04-23 godz. 12:02
Prof.dr hab. Zbigniew Mikołejko:" Kaczyński ma ogromną władzę polityczną, ale ją komuś zawdzięcza. I za tę władzę musi temu komuś zapłacić. A skoro musi, to jest jakoś zniewolony. Działa więc mechanizm sprzężenia zwrotnego – Kaczyński coś daje po to, żeby coś otrzymać. Zależy mu na jednej rzeczy, na władzy właśnie, bo jest opanowany jej narkotyczną żądzą i za to daje stanowiska ludziom, którzy nie dorastają do nich kompetencjami. Cały czas musi się zatem wypłacać i dopóki ma czym, ten mechanizm będzie działał. Przywołam tu markiza de Custine i jego „Listy z Rosji”, który dał chyba najlepszy opis podobnego mechanizmu w rosyjskiej wszechwładzy. Pisał, że car jest tylko na pozór wszechwładny. A w istocie jest on najwyższym niewolnikiem systemu. Kaczyński też jest najwyższym niewolnikiem systemu, który stworzył. Cóż znaczy bowiem starszy samotny pan z kotem bez całej masy rwaczy gotowych na wszystko za jakieś ochłapy? Nie będzie ochłapów, nie będzie Kaczyńskiego i jego władzy." Nota bene, 26 mln 340 tys. zł – tyle rząd Prawa i Sprawiedliwości miał przekazać już fundacji o. Tadeusza Rydzyka Lux Veritatis. Jest to opłata za poparcie w ostatnich wyborach. Jak wyliczono ,wyznawcy rydzykopodobni to jest przynajmniej 50% głosów oddanych na PiS.
Polak 33 lata , 2017-04-23 godz. 11:20
Rudy rudek słuchaj największego złodzieja w historii Polski Szatana rydzyka i psycholi SBeka jarka i antka to musisz być całkowity debil aby w nich wierzyć takich wrogów Wolnej Polski jeszcze nie było ale ciemnota to nie widzi tak ich Szatan opętał i zastraszyli czarni.
szperacz, 2017-04-23 godz. 11:19
Ludwik Dorn ”Milczcie!”, mówi nam Don Kichot. „Zaraz zaczną się czary” Prawda i fakty jakoś nie chcą się podporządkować wizji rzeczywistości obecnego rządu. Mimo usilnych starań nie udało się udowodnić dwóch kluczowych dla PiS kwestii: stworzonego przez PO złodziejsko-korupcyjnego układu oraz zamachu w Smoleńsku. Rządzący wiedzą równocześnie, że największą przeszkodą w ich dążeniu do unieważniania "starej" rzeczywistości będą niezawisłe sądy. Zaczyna się więc batalia o nie. Jeśli rząd ją wygra, rozpoczną się czary. Dla Magazynu TVN24 pisze Ludwik Dorn. W drugiej części „Przemyślnego szlachcica Don Kichota z Manczy” Cervantesa Don Kichot i Sancho Pansa płyną łódką. Wtem dostrzegają młyny stojące na środku rzeki. „Ledwie je Don Kichot zobaczył, głosem donośnym rzekł do Sancha: - Widzisz tam? o przyjacielu! Odkrywa się miasto, zamek czy warownia, gdzie musi przebywać jakiś uciemiężony rycerz albo jakaś królowa, infantka czy księżniczka nieszczęśliwa, której mam przyjść z pomocą. - O jakimże, do diaska, mieście, warowni czy też zamku mówicie, jegomość – rzekł Sancho – zali nie widzicie, że są to młyny wodne stojące na rzece, w których zboże mielą? - Milcz, Sancho – rzekł Don Kichot – choć zdają się młynami, ale nimi nie są; już ci mówiłem, że czary wszystkie rzeczy przeobrażają i zmieniają. Nie mówię, żeby ta zmiana była rzeczywista, ale taka się wydaje (...)”. Arcydzieło Cervantesa opowiada o zderzeniu fantasmagorii i złudzeń z rzeczywistością. To dobry punkt wyjścia do rozważań nad polską rzeczywistością polityczną, a bardziej konkretnie - nad zawikłaną relacją między prawdą a polityką obecnego obozu władzy. O ile w przypadku spraw dla PiS-u ideologicznie drugorzędnych (np. gospodarki) obóz władzy rzeczywistość i prawdę o faktach respektuje, o tyle w sprawach dla siebie egzystencjalnych te dwa światy się rozjeżdżają. Pokażmy to na przykładzie dwóch obszarów kluczowych dla politycznego przesłania Prawa i Sprawiedliwości. Pierwszy to próba udowodnienia, że do czasu objęcia rządów przez PiS w 2015 roku Polską rządził układ korupcyjno-przestępczy (oczywiście z dwiema krótkimi przerwami na rząd Jana Olszewskiego w latach 1991-1992 i rząd PiS w latach 2005-2007), a kulminacja tych złodziejsko-korupcyjnych praktyk miała miejsce w latach 2007-2015 pod rządami PO i PSL. Drugi kluczowy obszar dotyczy przyczyn katastrofy smoleńskiej, którymi były: spisek, wybuch i zamach. Aby przekonać Polaków o przestępczo-korupcyjnym charakterze rządów poprzedników, obóz władzy podjął gigantyczną operację, która miała ten porażający stan rzeczy udokumentować. W czerwcu ubiegłego roku Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło zmasowaną kontrolę we wszystkich urzędach marszałkowskich dotyczącą wykorzystania środków europejskich. Kontrola taka, która nie może trwać dłużej niż dziewięć miesięcy, skończyła się w marcu tego roku. Jedynym znanym dotąd jej efektem były trzy doniesienia do prokuratury w sprawie jednego z wicemarszałków w jednym z województw, dotyczące korupcji i transferu środków unijnych do fikcyjnych rolniczych grup producenckich. Znając europejską skalę nadużyć środków unijnych przy produkcji rolnej (np. przy produkcji oliwy), można powiedzieć, że CBA wystawiło samorządom wojewódzkim, w których dominuje koalicja PO-PSL (rządzi w 15 z 16 województw), wręcz świadectwo moralności. Gdzie ten zamach? Podobnie rzecz się ma z katastrofą smoleńską. Wprawdzie prokuratura po zawiadomieniu ministra Macierewicza wszczęła śledztwo w sprawie umowy między polską Służbą Kontrwywiadu Wojskowego a rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa i nawet przesłuchała Donalda Tuska, ale jeśli chodzi o samą katastrofę smoleńską, zachowuje się powściągliwie: zawiadomienie tegoż ministra o fałszowaniu zapisów rejestratorów Tu-154 M schowała pod sukno. Sama natomiast podkomisja smoleńska ogranicza się do prezentacji swoich „wstępnych” i „najbardziej prawdopodobnych” ustaleń w postaci propagandowego filmiku, który ma po prostu oddziaływać na emocje widzów. Jaka jest przyczyna widocznej niekonsekwencji i rozchwiania obozu władzy w sprawach kluczowych dla polityki PiS? Dlaczego, niczym podmiot liryczny ze znanego sonetu Mikołaja Sępa-Sarzyńskiego, jest on w kwestiach dla siebie najważniejszych „wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”? Dlaczego po półtora roku sprawowania niepodzielnej władzy ciągle nie stawia się prokuratorskich zarzutów, a walka z układem i wybuchem ograniczona jest do wystąpień sejmowych, demaskatorskich wywiadów prezesa partii, konferencji prasowych, na których prezentuje się filmy, oraz składania w błysku fleszy zawiadomień do prokuratury? Te przedsięwzięcia mają na celu kształtowanie opinii, natomiast jeśli chodzi o konfrontację z prawdą o faktach, obóz władzy jest ciągle ostrożny i powściągliwy. Trzy kręgi władzy Przyczyna leży, jak sądzę w tym, że III RP, realne państwo polskie, nie została do końca przekształcona w państwo PiS. W znakomitym eseju „Prawda i polityka” Hannah Arendt zauważa, że prawda o faktach musi być choćby w minimalnym zakresie respektowana, żeby polityka rozgrywała się we wspólnym świecie, a nie w szeregu światów równoległych. „Musi też być chroniona przez instytucje niezależne od władzy politycznej, które ograniczają ekspansję politycznej woli i dowolności”. Zalicza do nich niezależne sądy, które ustalają prawdę o faktach oraz naukę. „Przynajmniej w krajach rządzonych konstytucyjnie – pisze Arendt – świat polityczny uznał, że ma korzyść z istnienia ludzi i instytucji, nad którymi nie ma władzy”. Zanalizujmy pod tym kątem polityczno-instytucjonalnym strukturę III Rzeczpospolitej. Poczynając od centrum politycznego, ma ona kształt koncentryczny. Krąg centralny stanowią instytucje państwa w pełni opanowane przez PiS, całkowicie podległe dowolnie kształtowanej woli politycznej. To władza wykonawcza (prezydent, rząd wraz z podległymi agendami) oraz ustawodawcza (czyli Sejm i Senat) i opanowany już Trybunał Konstytucyjny. Następny krąg stanowią instytucje pozostające pod wpływem partii rządzącej, ale z różnych względów nie do końca wobec niej uległe. Taką instytucją jest prokuratura. Trzeci krąg tworzy instytucja dotąd niezawisła, której podbój zaczyna być właśnie realizowany, czyli sądy powszechne. To właśnie sądy stanowią to miejsce, gdzie woli politycznej, nieuznającej ograniczeń narzucanych przez fakty, może zostać przeciwstawiona prawda o nich. Nim sąd orzeknie o winie i karze, najpierw ustala stan faktyczny: wziął łapówkę czy nie wziął; zabił albo nie zabił; podłożył bombę lub nie podłożył, a może bomby w ogóle nie było. Dlatego przeprowadzane przez PiS zmiany dotyczące Krajowej Rady Sądownictwa i sądów powszechnych uważam za najistotniejsze i najgroźniejsze. Nie chodzi w nich o to, by sądy uczynić bezwolnym, posłusznym narzędziem, ale o to, by stały się one plastyczne, by można je było ugniatać. Aby prawdę o faktach, którą w ostatecznej instancji chronią, można było dowolnie formować. Uplastycznić sądy Przy wszystkich głębokich wadach polskiego systemu wymiaru sprawiedliwości, który jest jednym z najdroższych i najmniej sprawnych w krajach Unii Europejskiej i wymaga istotnych reform, trzeba uznać, że skutecznie ogranicza dowolność władzy politycznej. Wpływa też na aktywność prokuratury i to nawet po podporządkowaniu jej przez PiS swojemu rządowi. Obecnie prokuratura działa wedle dwóch sprzecznych logik. Pierwsza to logika podporządkowania władzy, która wymaga unieważnienia prawdy o faktach. Druga to logika procesowa, gdyż zarzuty prokuratorskie trzeba będzie obronić przed niezawisłym dotąd sądem. To dlatego w przypadku smoleńskim prokuratura odmówiła wszczęcia osobnego postępowania w sprawie fałszowania zapisów rejestratorów rządowego samolotu, skoro jest oczywiste i było to wielokrotnie stwierdzane przez biegłych, że żadnego fałszowania nie było. Można powiedzieć, że nawet powiązani z PiS-em prokuratorzy rozdarci są między oportunizmem sprintera (uległością wobec swoich politycznych patronów) a oportunizmem długodystansowca (w końcu zmieni się władza i przyjdzie im odpowiedzieć dyscyplinarnie, a może nawet karnie, za stawianie zarzutów fałszywych co do stanu faktycznego). Zauważmy jednak, że ta podwójna, wewnętrznie sprzeczna logika działania prokuratury zniknie, jeśli PiS-owi uda się uplastycznić sądy i sędziów, jeśli fałszywe co do stanu faktycznego zarzuty zostaną przez sądy osłonięte powagą rzeczy osądzonej. Wtedy oportunizm długodystansowca zdecydowanie osłabnie albo nawet w ogóle zaniknie. Fantasmagorie smoleńskie Taka właśnie „plastyczność” w stosunku do faktów była świetnie widoczna w zorganizowanym przez ministra Macierewicza spektaklu, na którym prezentowano wstępne ustalenia podkomisji smoleńskiej. Największe wrażenie zrobił na mnie dialog między dziennikarzem TVN a przewodniczącym podkomisji dr. Wacławem Berczyńskim. Był on mniej więcej taki: - Panie przewodniczący, pan twierdzi, że samolot rozpadał się w powietrzu, nie dotykając drzew. Ale przecież widział pan nagrany tuż po wypadku film, na którym widać połamane drzewa na ścieżce zejścia samolotu. To co, ktoś te drzewa specjalnie wyrąbywał? - No, może... Przedstawiciel pisowskiego obozu władzy, umocowany w roli poszukiwacza prawdy o faktach, zanegował utrwalone na nośniku świadectwo, że było tak, jak było, a nie tak, jak się mniema. Stwierdził, tak jak Don Kichot w rozmowie z Sancho Pansą, że pod wpływem czarów doszło do zmiany rzeczy, ale to, co widzimy po zmianie, nie jest rzeczywiste, choć się takie wydaje. Tego rodzaju akt demaskacji czarów, który unieważnia fakty, politycznie ma znaczenie rewolucyjne. Rozbija on bowiem zakorzenienie we wspólnym świecie. O ile w opiniach politycznych możemy się różnić radykalnie, to jedną z sił sprawczych, które nas wiążą ze sobą i sprawiają, że istniejemy we wspólnym świecie, a nie wielości światów równoległych, jest wspólne uznanie prawdy o elementarnych danych rzeczywistości. Kiedy znikną młyny W cytowanym już eseju Hannah Arendt, aby zilustrować, o co chodzi, przytacza pouczającą i zabawna anegdotę. W latach dwudziestych Georges Clemenceau wciągnięty został w rozmowę z przedstawicielem Republiki Weimarskiej; sprawa dotyczyła odpowiedzialności za wybuch I wojny światowej. „Co pana zdaniem przyszli historycy będą sądzić o tej kłopotliwej i kontrowersyjnej kwestii?” Na co Clemenceau odrzekł: „Tego nie wiem. Ale wiem na pewno, że nie powiedzą, że to Belgia napadła na Niemcy”. Póki mamy oparcie w sądach, czyli ludziach i instytucjach, które orzekają o prawdzie i faktach, a nad którymi świat polityki, kierujący się dowolnością, nie ma władzy – my, Sanchowie tego świata, nie musimy podporządkowywać się poleceniu: Milcz!, a nasz głos się liczy. Jeśli do opanowania sądów przez świat polityczny dojdzie, głos ten stanie się bezsilnym piskiem – Belgia napadnie na Niemcy, znikną młyny mielące zboże, a na ich miejsce pojawią się zamki i tkwiące w nich księżniczki.
Rudek, 2017-04-23 godz. 10:55
Brawo Pis ! Na bolszewików POtrzeba bolszewickiego metoda
666 króli, 2017-04-23 godz. 07:49
@6 króli ,jak ty się ogłupiasz,to nie ogłupiaj innych.
Katolik nie Sekta pisu, 2017-04-22 godz. 23:07
Jak to czytam to nasz kraj uratuje tylko dobra LEWICA i nie da rządzić czarnym i Szatanowi z Torunia wygoni ich do ołtarza Boga i wiernych a nie polityka luksusy i kasa a to wina tych i takich jak nasz niby senator i dlatego młodzi myślący odchodzą od kościoła i szacunku do Ojczyzny
6 króli, 2017-04-22 godz. 22:57
MOWA TRAWA Warto dziś podsumować tych, co postępowo Posługując się mową (i podobno głową), Starają się nauczać nas przez telewizję, Takoż czasem po szkołach szerzą swoje wizje… By maluczkim przekazać idee mainstreamu I lud prosty oświecić – Parnas zszedł do gminu! Nie będę gołosłownym – dam parę cytatów; Wszak za mówienie prawdy nie grożą mi baty(?!)… Poseł – ludu wybraniec – to narodu echo; Prawdomówność jest jego najważniejszą cechą! Taki Biedroń na przykład jest do bólu szczery; Rzekł: „Szczęśliwym, bo … bolą mnie cztery litery”. Czy jest to dobry temat, choć może komiczny? Śmiem wątpić… Wszak Sejm Polski – to nie dom publiczny. (Jako inżynier wtrącę: „To nie jest do śmiechu… Tłok w cylindrze pracuje! Nie w rurze wydechu”)… Szczuka nic nie dostrzega złego w „sponsoringu” (Pewnie – jeśli ma córkę – kupuje jej stringi)… Ciekawe epitety rodzą się w jej główce Raz „mordą faszystowską” przezwała rozmówcę! (Adwersarz feministki dlatego wciąż żyje, Bo gentleman… Nie rzucił „bolszewickim ryjem”…) Pani profesor Środa – „obiektywnie” zawsze Przywala opozycji, aż do krwi ostatniej, Zakrzykując dyskusję w TiVi (niby w szynku), Z zacietrzewieniem godnym przekupki na rynku… Nadto w piątek i świątek – „jedzie” po Kościele! Środa co dzień na wojnie! A zwłaszcza w niedziele… A za nimi gołąbki pokoju, miłości: Niesiołowski, Palikot, Kutz i paru gości… Taktowni, delikatni, prawdomówni, skromni, PeOwsko-polskiej wojny herosi niezłomni… Płyną słowa „łagodne”, trafione, przebrane… Nie wiem tylko, czy miód to? Czy też toczą pianę?… Dzień za dniem ich oglądam.. Słyszę nawet w nocy… Śmieszno jakoś… I straszno… I znikąd pomocy…



OK, zamknij