18 listopada 2017, imieniny obchodzą: Roman, Klaudyna, Anielia, Karolina

Sucha Beskidzka
18.11.2017
  • Wilgotność: 91%
  • Wiatr:zach 0km/h

jutro: pojutrze: -1°
artykul,szczesliwy_powrot_do_domu,16042.htmlszczesliwy_powrot_do_domu

Wydarzenia

2013-11-03 14:27 (Komentarze: 0)      

Szczęśliwy powrót do domu


Jordanowianin Adam Duszniak ma całą gromadkę czworonogów, ale szczególnie przywiązał się do owczarka niemieckiego, którego nazwał Dziadkiem. Gdy pewnego dnia pies wymknął się z ogrodu i nie wrócił, mężczyzna boleśnie odczuł swoją stratę. Długo szukał wilczura na własną rękę, ale dopiero artykuł w „Małopolskiej Kronice Beskidzkiej” pozwolił mu go odzyskać.

Mimo, iż owczarek Adama Duszniaka wabi się Dziadek, rozpiera go młodzieńcza energia. To sprawia, że trudno mu wytrzymać w ograniczonej przestrzeni i pod nieobecność swego pana zawsze kombinuje, jak wydostać się z ogrodu. Wiele razy mu się to udało, ale zazwyczaj po każdej takiej eskapadzie skruszony wracał do domu. Jednak 3 sierpnia tak się nie stało.

Codziennie po pracy Adam Duszniak wsiadał na rower i krążył po Jordanowie oraz pobliskich wioskach z nadzieją, że gdzieś usłyszy znajome szczekanie lub spotka kogoś, kto widział Dziadka. Objechał wszystkie główne drogi, by sprawdzić, czy gdzieś nie leżą jego zwłoki... Moment radości przeżył, gdy dowiedział się, że identyczny pies kręcił się koło myjni samochodowej i stacji paliw na jordanowskim Mąkaczu. Niestety, kiedy tam pojechał, czworonoga już nigdzie w pobliżu nie było. – Ludzie, którzy pracują w firmach na Mąkaczu z zaangażowaniem pomagali mi szukać Dziadka, a także porozwieszali u siebie ulotki o nagrodzie za jego odnalezienie. Nie brakowało również innych osób, które starały się mi pomóc. Gdy to wszystko nic nie dało, byłem załamany – mówi Adam Duszniak.

W końcu zdesperowany mężczyzna zadzwonił do redakcji „MKB” z prośbą o opublikowanie krótkiej wzmianki o zaginionym czworonogu. Tekst ukazał się 22 sierpnia i począwszy od tego dnia Adam Duszniak odbierał dziesiątki telefonów od osób, które znalazły zbłąkanego psa, choć niekoniecznie przypominającego tego ze zdjęcia w gazecie. Mężczyzna reagował na każdy sygnał, ale wszystkie okazywały się fałszywe. – Potem długo była cisza, jednak w miesiąc po publikacji artykułu zadzwoniła do mnie kobieta, która powiedziała, że kilka tygodni temu przygarnęła owczarka niemieckiego. Pojechałem do niej i okazało się, że to właśnie Dziadek. Moment naszego spotkania po tak długiej rozłące był bardzo wzruszający – opowiada Adam Duszniak.

Okazało się, że Dziadek zawędrował aż do Pcimia w powiecie myślenickim, który w linii prostej leży prawie 17 km od Jordanowa. Początkiem września jedna z mieszkanek tej miejscowości w drodze ze sklepu do domu zauważyła idącego za nią wychudzonego wilczura. Pies trzymał się od niej na dystans, ale gdy go zawołała, radośnie podbiegł i polizał ją po ręce. Kobieta dała mu coś do jedzenia i chciała odejść, ale żal jej było zostawiać takie piękne zwierzę na pastwę losu. Po chwili wahania zdecydowała się zabrać je do domu, gdzie w ciągu paru dni stał się ulubieńcem całej rodziny. Choć „Małopolska Kronika Beskidzka” nie jest sprzedawana w Pcimiu, pojedyncze egzemplarze każdego numeru docierają do mieszkających tam osób, które pochodzą z powiatu suskiego. Dzięki temu tekst o zaginionym Dziadku wpadł w ręce jednej z dwu nastoletnich córek kobiety, która przygarnęła owczarka. - Dziewczynka pokazała artykuł mamie i obie doszły do wniosku, że pies ze zdjęcia jest niezwykle podobny do tego, który zamieszkał u nich. W ciągu tych paru tygodni bardzo się do niego przywiązały, ale mimo to zdecydowały się do mnie zadzwonić – mówi z wdzięcznością Adam Duszniak. 

Edyta Łepkowska

Powiaty: Sucha Beskidzka

Skomentuj

Treść:*
Nick:*
8-3=*

OK, zamknij